Rytualem jest rowniez to, ze po wykonaniu wszystkich prac, uzbrojona w aparat ruszam sciezkami i "lapie" chwile, uwieczniam cudownosci natury. Kocham wszelkie kwiaty - mam cala rabate malw, roz, lilii, ale wyznam, ze najlepiej czuje sie w otoczeniu tych najzwyklejszych: maciejki (rany, ten zapach wieczorowa pora!), pachnacego groszku, slonecznikow, lawendy, nigelii, niezapominajek, nasturcji, aksamitek, makow, chabrow, nagietkow czy tez gozdzkow brodatych (Dianthus barbatus na zdjeciu). Wpatrujac sie tak, w te cudowna gre czerwieni i zieleni, przypomnialam sobie slowa pewnej folkowej ballady "Sweet William", w ktorej zrozpaczona dziewczyna wyrusza na poszukiwanie swojej "milosci": "Kind captain, captain, come tell me true, Is my sweet William on board with you?" Lecz juz pierwszy napotkany skiper z zalem informje ja, ze jej ukochany zniknal w odmetach, gdy statek robil sie o skaly. Na znak swojej rozpaczy, zalamana kobieta przywdziewa szate z purpury i rowniez w morzu konczy swoj zywot...
Nie sadze jednak, aby angielska nazwa gozdzika brodatego - Sweet William - miala cokolwiek wspolnego ze stara szanta, ale przyznac trzeba, ze jest w obu cos urzekajacego, nostalicznego i wyjatkowo pieknego.

Gdy, po tej zdjeciowej sesji wrocilam do domu, natychmiast zabralam sie za gore owocow czekajaca w koszyczku - truskawki, czerwone porzeczki, maliny, poziomki. Brakowalo tylko bezy i kremowego nadzienia. Tak powstala natchniona ludowa piesnia dzisiejsza "Pavolva":
Letnia Pavlova (na bazie przepisu z The Joy of Baking)
6 bialek z duzych jaj
szczypta soli
300g drobnego cukru
1 lyzeczka skrobii kukurydzianej
1 lyzeczka bialego octu winnego
Piec rozgrzalam do 180C. Duza, plaska plache wylozylam papierem do pieczenia. Na papierze odrysowalam kontury duzego talerza.
Ubilam piane z bialek i szczypty soli na prawie sztywna mase (soft peaks). Nastepnie dodalam cukier, po lyzce, nadal ubijajac. Na koniec wsypalam make i wlalam ocet. Ubijalam jeszcze chwilke. Beze wylozylam na przygotowana blache i wsunelam do pieca. Po 5 minutach zmniejszylam temperature do 130C i tak pieklam ok. 1 1/2 godziny. Piec wylaczylam, a beze zostawilam w srodku, z lekko uchylonymi drzwiami do calkowitego wystygniecia.
Gotowa beze wypelnilam masa serowa-smietanowa:
1/3 ubitej smietanki kremowej
1/3 ubitego mascarpone
1/3 quark
Na wierzchu ulozylam gesto letnie owoce. Polecam!
Zjadlabym...
ReplyDeleteAle mnie bezy nie lubią i nigdy nie byłam zadowolona w 100% z efektu.
E...tam, daj jej szanse! Z tego przepisu jest foolproof, a oryginal zawiera mniej bialek..wiec i straty mniejsze, gdyby naprawde okazalo sie, ze z beza sie nie lubicie ;D
ReplyDeleteW moim ogródku niestety tylko trawa, a ja tak kocham zapachy...maciejki to już wieki nie czułam!
ReplyDeletePavlova oczywiście cudna, no i ten top!!
Eweno...przeciez jak trawa to nie ogrodek tylko "trawnik"! ;D
ReplyDeleteBez maciejki, groszkow i lawendy nie ma lata!
Tak bez maciejki ,lawendy ,groszku ,malwy,nagietka ,nasturcji....nie ma lata
ReplyDeletea ta twoja Pavlova cudnej urody!
A czy ja coś mówiłam, że jest lato?;)
ReplyDelete...ale pachnie trochę, chociaż prawie wszyscy sąsiedzi, graniczący z naszym, no dobra, trawnikiem, leniwi ogrodowo. W tamtym roku małżonek mój coś zasadził naokoło ogrodzenia,ale nie bardzo mogliśmy sie kwiatów doczekać, a w tym roku stracił zapał do ogrodnictwa. Tym bardziej, że to nie nasze. W swoim na pewno będę miała duużo kwiatów.
Przepiekna na Twoja Pavlova! Baaardzo smakowicie wyglada :)
ReplyDeleteEweno...zycze Ci wtedy wspanialego wlasnego ogrodu!
ReplyDeleteBea...merci!