Wednesday, 11 November 2009

"Kurczak w orzeszkach" i historia pewnej czerwonej ksiazeczki

Z kolejnym daniem z mojego menu na Orzechowy Tydzien, zwiazana jest historia pewnej czerwonej ksiazeczki ;D , jak rowniez kilka innych odleglych wspomnien. Przede wszystkim musze wspomniec, ze gdy ukazala sie w 1987, Kuchnia Chinska Katarzyny Pospieszynskiej, byla jedynym w swoim rodzaju, wydanym po polsku, zbiorem prostych receptur na chinskie potrawy, w ktorych sensownie dobrane skladniki pozowlily wielu Polakom capnac w dlon woki i w kilka minut wyczarowac przysmaki z odleglego orientu. To byly czasy!

Po raz pierwszy ksiazka ta trafila w moje rece jako prezent i przyznaje, ze wcale nie bylam nia zainteresowana - nierozwazny ofiarodwawca sprezentowal ksiazke pelna miesnych przepisow zagorzalej wegetariance. Wrzucilam ja w kat i zupelnie o niej zapomnialam. Kilka lat pozniej poznalam mego meza, ktory oczarowny mna i moja wegetarianska dieta (;D), postanowil na probe chociaz zapomniec o soczystych pieczystych, gulaszach i szaszlykach. Od czasu do czasu pozwalal sobie jednak na miesna uczte i po kazdej, opowiadal mi z entuzjazmem o swoich doznaniach. Jednym z tych goraczkowo opisywanych dan byl "kurczak w orzeszkach" jak je nazywal i z podziwu wychodzi dla kuchennych zdolnosci naszego kolegi, ktorego wspomniany kurczak byl daniem popisowym. Trudno mi zaprzeczyc czy miesne ciagotki mojego jeszcze wtedy nie meza nie przyczynily sie do mego powrotu do miesnych potraw. Do dzis jednak przedkladam w kuchni warzywa nad miesa i ryby. Nie musze dodawac, ze kuchnia chinska zadomowila sie u nas na codzien i czesto przyrzadzalismy stir-fries i inne smakolyki, na ile oczywiscie pozwalal nam studencki budzet. Probowalam takze odnalezc podarowana przed laty ksiazke Pani Pospieszynskiej - bez sukcesu.

Ktoregos dnia, przechodzac obok ksiegarni, na wystawie ujrzelismy poszukiwany tomik i jeszcze tego samego dnia przyrzadzilismy z niego danie ( jest w sferze nieustannych sporow, ktore to dokladnie danie upichcilismy tamtego dnia - moj maz twierdzi zebyl to kurczak w orzeszkach :P, ja, ze kurczak blyskawiczny). Nie sklamie wcale jesli powiem, ze przez lata wyprobowalismy wszystkie przepisy z tej ksiazki. Sklejana dziesiatki razy (niestety nigdy nie zostala solidnie wydana), sluzyla nam bez zawodu. Pech chcial, ze pozyczylam ja kiedys kolezance z pracy i niestety nigdy do mnie nie wrocila. Brakowalo nam jej. Odtwarzalismy ulubione przepisy z pamieci i ludzilismy sie, ze kiedys ksiazke odzyskamy.
Po raz drugi ksiazka nas opuscila.

Pewnego dnia jednak, trzy lata temu, pewna dobra dusza znalazla ja dla nas na allegro i sprawila mi tym nieopisana radosc (:*). A dzis moja trzecia juz z kolei, Kuchnia Chinska, znow ma posklejane kartki, ale sluzy nam jak nigdy. Juz nie musimy zastepowac sosu sojowego maggi czy tez swiezego imbiru, bezzapachowym proszkiem. Wszystkie dania smakuja wyjatkowo i z wiekszoscia wiaza sie jakies wspomnienia. Teraz dodajemy przepisom autentycznsci uzywajac oryginalnych skladnikow dostepnych w sklepach chinskich, ktorych u nas nie brakuje.
Nie trudno sie domyslic, ze moje dzisiejsze danie to wspomiany "kurczak w orzeszkach". Wyprobujcie chociaz raz, dowiecie sie, czym zachwycal sie moj maz ponad 20 lat temu...


Sui Mi Ci Ting - syczuanski kurczak z orzeszkami

3 duze piersi z kurczaka
1 czubata lyzka maki ziemniaczanej lub skrobii kukurydzianej
1 duze jajo
1 szklanka orzeszkow ziemnych lub cashew (nerkowaca), uprazonych
olej do glebokiego smazenia - najlepiej z orzeszkow ziemnych

Sos:
4 cebulki dymki, pokrojone ukosnie
1-2 lyzki wody
1 lyzeczka maki ziemniaczanej lub skrobii kukurydzianej
2 lyzeczki octu ryzowego
2 lyzeczki sosu sojowego
1/2 lyzeczki soli

1 suchy strak ostrej papryczki
2 lyzki smalcu

Mieso kurczaka kroje w kostke. W misce mieszam make ziemniaczana i jajko, dodaje kurczaka, mieszm dokladnie. Uprazone orzeszki grubo siekam ( z cashew potrawa jest odrobine bardziej slodka). Posiekana cebulke mieszam w miseczce z maka, woda, cukrem, ocetem, sosem sojowym i sola.
Kurczaka smaze partiami w glebokim oleju (180 C) przez 30-45 sek, wyjmuje odsaczam na papierowuym reczniku.

W duzym woku rogrzwam smalec i wrzucam kawalki suchej papryczki chilli, smaze chwilke mieszajac, dorzucam mieso, przesmazam krotko i wlewam sos, szybko mieszajac, posypuje wszystko orzeszkami i znow mieszam. Orzeszki przyczepiaja sie do kawalkow miesa dzieki dosc lepkiemu sosowi.

Podaje z ryzem na sypko. Palce lizac!

11 comments:

Ela said...

Ech, gdybym tylko nie miala miesa zamarynowanego na satay to juz jutro bym robila, a tak bede musiala poczekac. Niedlugo ale jednak...
To takie moje/nasze smaki :) Musi byc fantastyczne!

monikucha said...

Uwielbiam chinska kuchnie. Ja zawsze podwajam ilosc sosu, bo lubie chinczyka z makaronem. Pieknie wyglada twoj kurczak w orzeszkach :)
www.monikucha.wordpress.com

lo said...

To była jedna z pierwszych książek kucharskich, jaką osobiście kupiłam na początku drogi małżeńskiej. K. Pospieszyńska wydała jeszcze jedną, dość grubą dotyczącą kuchni azjatyckiej. Była rewelacyna. Ile przetestowanych przepisów, ile wspomnień. Przywołałaś piękne, dawne chwile. Moim daniem popisowym z tej książeczki były smażone pierożki z grzybami mun. Znalezienie tych grzybów to była sztuka.Muszę je znowu przyrządzić. Zaskoczę mojego męża. Pozdrawiam (również posiadaczka czerwonej książeczki)

anczito said...

Och, to zdjęcie kusi...

Czy można czymś zastąpić smalec (olej roślinny, a może arachidowy)? Czy bardzo zmieni to smak? Bo u mnie w domu smalec nie do przejścia :( Mam takiego co krzyczy...

Pozdrawiam!

karolka said...

To danie wyglada tak apetycznie, ze koniecznie zapisuje sobie do wyprobowania w najblizszej przyszlosci. Naprawde palce lizac :)

majana said...

Alez to pysznie wygląda!:)) Mniam:)

Agata said...

Piękna historia! Po raz kolejny okazuje się, że dobra kuchnia jednoczy ludzi! A co do książeczki- to do trzech razy sztuka!

Dziwnograj said...

O! Mam dokładnie tę samą, czerwoną książeczke. Właściwie kompletnie o niej zapomniałam! Dziękuje za przypomnienie ;)) Chyba zaczne się rozkoszować w chińskiej kuchni. Sui Mi Ci Ting tak bardzo mi się podoba ,że postaram się go zrobić jak najszybciej. Mmmm...

Gosia said...

oj,pamietam,jak w czasach kryzysu "kombinowalam" zeby przyrzadzic cos chinskiego z malej ksiazeczki,ktora do dzis mam.....dzis juz tego problemu nie ma,doszly na polce kolejne pozycje ksiazkowe,a w miescie pelno jest marketow chinskich,ktore oferuja rozne roznosci,ale i tak pamietam tamte dania...ech...wzielo mnie na wspominki...
Twoje danie wyglada niezwykle apetycznie i zachecajaco,trafia w moje rejony smakowe i zapisuje do wyprobowania,jesli mozna :)
Pozdrawiam :)

Polka said...

A poczestujesz Kume po sasiedzku? :DDD
A jak wydano ksiazke to ja mialam 5 lat wiec mam prawo jej nie znac :DD

szarlotek said...

Też wspominam potrawy z tej książki :)Ostatnio odkryłam wiele zapomnianych książek, które kupowałam za pierwsze zarobione pieniądze. To było coś, zabłysnąć egzotyką w tamtych czasach...ale mnie wzięło na wspomnienia ..:)