W czwartkowa noc nastawilam bige na Filoncino z rozmarynem, ktore juz od kilku tygodni planowalam upiec, ale wieczorne zajecia wybily mnie zupelnie z piekarnianego rytmu. Nastawilam wiec bige i zasiadlam przed komputerem, aby po chwili dowiedziec sie, ze Agatka, gospodyni dwudziestejpiatej (juz!) Weekenowej Piekarni, oprocz chleba rowniez zaproponowala buleczki!
W piatek rano zadzwonila do mnie kolezanka i spytala czy znajde w sobote chwile, aby upiec dla niej "some fancy rolls", jak sie wyrazila, a ja nie mogac powstrzymac sie od smiechu, pospiesznie sie zgodzilam...
Filoncino okazaly sie, jak przypuszczalam, absolutnym przebojem - z chrupiaca skorka i mieciutkim sprezystym wnetrzem, byly doskonalym akompaniamentem do "Flaczkow" z klamarow. Gdy nastawilam kolejna duza porcje bigi na "some fancy rolls" dla Kath, wiedzialam, ze nie bede sie ich wstydzic.
W sobote przyszla kolej na buleczki z Weekendowej Piekarni. Dokonalam tylko kilku malutkich zmian - do sporzadzenia bigi uzylam wloskiej maki oo, a do ciasta wlasciwego dalam rowne 300g maki durum. Wykorzystalam tez zapasy suszonej bazylii. Buleczki sa wysmienite!

Włoskie bułeczki z ziemniakami i bazylią (12 sztuk)
Biga:
2g świeżych drożdży
100g ciepłej wody (ok. 30 stopni)
200g wloskiej mąki pszennej 00
Drożdże wkruszylam do maki, dodalam wode. Po wymieszaniu zagniotlam dosc twardy zaczyn. Przykrylam i zostawilam na noc w temperaturze 17C.
Ciasto właściwe
10g świeżych drożdży
160g wody
300g mąki durum
140g ugotowanych i przeciśniętych przez praskę ziemniaków
12g soli
1 łyżka oliwy
1 lyzka suszonej bazylii
Bigę pokroilam na małe kawałki. Zalalam ja woda. Wsypalam make i rozkruszylam w niej drozdze. Dobrze wymieszalam, nastepnie zagniotlam dosc scisle ciasto. Nie dodalwalam jednak wody wiedzac, ze ziemniaki znacznie ciasto rozluznia. Oprocz ziemniakow dodalam tez sol, oliwe i bazylie. Zagniotlam gladkie, sprezyte ciasto i zostawilam je na 45 minut, szczelnie zakryte folia.
Wyrosniete ciasto podzielilam na 12 czesci, z kazdej uksztaltowlaam luzna kule i zostawielam je na 20 minut. Nastepnie kazda kulke rozplaszczylam na okragly placek i zwinelam podluzne buleczki. Zostawialm je zlaczeniem w gore na 10 minut. Potem ulozylam na blasze zlaczenie w dol i pozwolilam im wyrastac przez 50 minut.
Piec rozgrzalam do 230C. Buleczki szybko nacielam i wsunelam je do pieca. Pieklam z para przez 22 minuty.

Zaczyn:
2 łyżki zakwasu żytniego
66g wody
132g bialej pszennej mąki chlebowej
Składniki zaczynu wymieszalam dokladnie i odstawilam na 15g w temperaturze pokojowej.
Ciasto właściwe
150g mąki żytniej razowej
300g bialej pszennej mąki chlebowej
50g ziemniaczanego puree
320g wody
5g świeżych drożdży
1 lyzka soli
Obie maki wsypalam do miski, wmieszalam rozkruszone drozdze. Dodalam wode, zaczyn i sol i ziemniaki. Dobrze wszystko wymieszalam, a nastepnie zagniotlam delikatnie lepkie ciasto o srednio rozwinietym glutenie. Zostawilam na 80 minut do wyrosniecia, skladajac ciasto po 40 minutach.
Wyrosniete ciasto odgazowalam dokladnie i uksztaltowalam owalny bochenek, ktory wlozylam do omaczonego kosza zlaczeniem w gore. Zostawilam do wyrosniecia szczelnie zamkniety w plastikowej torebce. Gdy prawie podwoil objetosc, przelozylam go na lopate, szybko nacielam i wsunelam do pieca rozgrzanego do 250C. Pieklam z para przez 10 minut, nastepnie zmniejszylam temperature pieca do 230C i pieklam kolejne 20 minut. Dopieklam 5 minut w 200C. Pokroilam, gdy chleb dokladnie wystygl.
Oba wypieki maja moja pelna rekomendacje, a Agatce dziekuje za prowadzennie WP #25 :D






