Wednesday, 27 May 2009

Vialone Nano i warzywny przeboj sezonu

Co kryje sie pod tajemnicza nazwa Vialone Nano - stali czytelnicy tego bloga juz wiedza. Pisalam jakis czas temu o najlepszych odmiananch ryzu na risotto i wspomnialam miedzy innymi o Vialone Nano. Niestety ta odmiana nie jest latwo dostepna na Wyspach i gdy tylko nadarzy sie okazja, robie zapasy "na lata" albo " jakbysmy nic innego nie jedli" jak mawia moj maz. Wiec mialam ostatnio troche szczescia i ryz w woreczkach o calkowitej masie 10 kg wypelnia teraz polke w spizarni ;D

Czekalam tylko na warzywny przeboj sezonu ... szparagi. Gdy dotarly do mnie w koncu swiezutkie i pachnace w dwoch peczkach, kazdy przewiazanych jutowym sznurkiem - postanowilam natychmiast je przyrzadzic. Zaopatrzylam sie w butelke Pinot Grigio (MasiMasianco 2007), ktore probowalam juz jakis czas temu i urzeklo mnie swoim cudownym bukietem - zapachem miodu jakby i ananansow. Uzbrojona wiec w najlepszy ryz, swiezutkie szparagi i butelke niezlego wina zabralam sie do zrobienia obiadu...

Pol godziny pozniej raczylismy sie wyjatkowo kremowym risotto, ktore swa konsystencje zawdziecza glownie doskonalym wlasciwosciom absorbcyjnym Vialone Nano (ziarenka pochlaniaja 2 razy tyle plynu ile waza!). Ryz ten to efekt hybrydyzacji dwoch innych odmian: tradycyjnego ryzu Vialone i karlowatej odmiany Nano, uprawiany jest glownie w regionie Veneto i Mantua. Warto sprobowac, chocby raz!


Risotto z zielonymi szparagami
500g zielonych szparagow
500g Vialone Nano lub Carnaroli
ok. 1 1/2 litra przedniego wywaru (drobiowego lub warzywnego)
75g masla
3 duze szalotki
1 kieliszek bialego wytrawnego wina
sol
pieprz
swiezo tarty parmezan
Szparagi przycielam i obralam twarde konce. Podzielilam je na 5cm kawalki, odzielajac kruche koncowki od reszty). Ugotowalam je na parze, wrzucajac do garnka najpierw czesci dolne, a po 5 minutach gorne. Gdy nieco zmiekly, lecz nadal pozostaly jedrne, zdjelam je i krotko zahartowalam pod strumieniem zimnej wody. Zostawilam do odsaczenia.
W garnku o grubym dnie ropuscilam maslo i dodalam drobno pokrojone szalotki. Smazylam 3-4 minuty, az zmiekly. Dodalam ryz i calosc dobrze przemieszalam. Nastepnie wlalam wino i gotowalam, az cale wyparowalo, pozostawiajac jedynie aromat. W miedzyczasie podgrzalam rosol i delikatnie "pyrkajacy" pozostawilam na ogniu. Zalalam ryz kilkoma lyzkami wywaru, zamieszalam. Gotowalam na srednim ogniu dolewajac wiecej rosolu i od czasu do czasu mieszajac. Po 15 minutach risotto bylo gotowe - kremowe lecz z ziarnami nadal "al dente". Wmieszalam szparagi i odrobine startego parmezanu. Podalam natychmiast.
Zobacz tez:

Tuesday, 26 May 2009

Weekendowa Piekarnia #32

Upielam. Z opoznieniem, ale zadanie wykonalam. Wybralam chleb z maka gram i pszennym zakwasem. Podwoilam wage skladnikow, pozostawiajac jednak taka sama ilosc drozdzy jak w podanym przez Age-aa przepisie. Ciasto chlebowe bylo gladkie i mialo wyczuwalny zapach maki gram. Wyrastalo dwukrotnie i nieco dluzej niz w oryginale. Pierwsza kromke odkroilm, gdy chleb byl jeszcze cieply. Najbardziej smakowal nam w formie tostow ze slodk0-pikantnym mango chutney.

Aga-aa, dziekuje za przepisy i opieke nad WP :D




Chleb z maka gram i pszennym zakwasem/Chleb ciecierzycowy

200g mąki gram
300g mąki pszennej
5g świeżych drożdży
220g wody
2 łyżki miodu
10g soli
100 g zakwasu (uzylam jasnego pszennego 100% hydracji)

Drożdże rozpuścilam w 40 g wody z miodem. Mąki wymieszalam z solą, dodalam zakwas, drożdże i resztę wody. Zagniotlam gładkie i elastyczne ciasto. Uformowalam kulę i zostawilam ja na 2 1/2 godziny, skaldajac ciasto w tym czasie dwa razy. Odgazowalam zwijajac ciasto w rulon, wlozylam je do naoliwonej foremki. Zoastwilam na godzine do wyrosniecia. Piec rozgrzalam do 230 stopni. Pieklam z para przez 10 minut. nastepnie zmniejszylam temperaturę do 190 stopni i pieklam kolejne 20 min.

Monday, 18 May 2009

Ranginak - czyli czym sie zajadaja Persowie

Powiedzenie, ze "persowie kochaja swoje dania, ale slodkosci maja na ich stolach specjalne miejsce" nie mogloby byc prawdziwsze. Slodkosci nie jako desery podawane na zakonczennie duzego posilku na sposob europejski, lecz slodkosci jako dania same w sobie. Ich zroznicowanie to prawdziwa uczta dla oka i powazne zagrozenie dla dbajacych o linie.

Przegladajac ksiazki i internet w poszukiwaniu ulubionych perskich slodkosci wypisalam az 60 pozycji...60 ulubionych deserow! A na szczycie mojej listy uplasowal sie Ranginak. Podgladalam go juz z Ala jakis czas temu na Eating Out Loud i przyznaje, ze czekalam tylko na okazje, bo swoimi kolorami i teksturami kusil mnie niemozebnie. W ostatni weekend nie wytrzymalam i Ranginak zrobilam...prosty niezwykle, niezbyt czasochlonny i pewny. Wykorzystalam przepis ze swietnej ksiazki Marii Khalife "Middle Eastern Cookbook" dokonujac kilku zmian - zamiast orzechami wloskimi, daktyle nadzialam uprazonymi, wczesniej zblanszowanymi, migdalami. Bardzo ta zmiana mi podpasowala choc z pewnoscia nastepnym razem ( o tak, beda nastepne razy!!!) wyprobuje wersje oryginalna. Druga rzecza, ktora ulegla zmianie to sposob wykonania - wykorzystalam pomysl ze wspomianego bloga - nie mieszalam cukru i przypraw z uprazona maka, lecz zrobilam z tej mieszanki oddzielna warstwe.

Ranginak

325g masla
500g maki
100g cukru pudru
2 lyzeczki cynamnu
1 lyzeczka nasion kardamomu
500g daktyli (uzylam duzych majooli)
100g orzechow wloskich lub
po dwa prazone migdaly na kazdego daktyla
150g drobno posiekanych pistacji

Na poczatek z daktyli usunelam pestki i zastapilam je migdalami ( po 2 na kazdego daktyla)
Na malej patelni rozpuscilam maslo, dodalam make, i na malym ogniu ciagle mieszajac prazylam przez 15 minut. 1/3 powstalej masy wylozylam do plaskiego naczynia (25 cm), nastepnie ulozylam ciasno owoce i zalalam je resztka macznej masy. W miseczce polaczylam cukier ze zmielonymi przyparwami i wysypalam na wartstwe maki lekko wgniatajkac go lyzka. Na koniec obsypalam calosc pistacjami, znow dociskajac. Zostawilam do zastygniecia. Deser kroil sie calkiem niezle, jedynie gorna warstwa pistacjowa kruszyla sie nieco, w kazdym razie mozna go podzielic na kawalki...Bardzo, ale to bardzo polecam!



Deser robila ze mna Polka i tutaj mozecie popatrzec na jej cudo. Dziekuje :*

Sunday, 17 May 2009

Trzydziestypierwszy weekend w Piekarni

Wlascicielka Piekarni przebywa obecnie na zasluzonym urlopie, wiec przez najblizsze dwa tygodnie ja zajme sie administracja (podsumowania i zaproszenia), a Polka i Aga-aa wymyslac beda dla nas receptury i w nowe smaki chlebowe wprowadzac.

Przy kuchnenym stole u Polki caly weekend byl niezwykle pracowity. Nie dosc, ze przypadla jej w udziale opieka nad Piekarnia, to dodatkowo namowilam ja na perski deser i jeszcze jedna porcje buleczek (o obu pysznosciach wkrotce na naszych blogach). Az trudno uwierzyc, ze kuchnia Polki gotuje tylko dla dwoch osob, bo zagladajac na jej blog mozna odniesc wrazenie, ze tam, az roi sie od wyglodnialych przy stole ;DDD.

Ale do rzeczy. Propozycje ogromnie kuszace: zamojskie cebularze i "cos" od Dana Leparda. Chleb Dana, w nieco zmienionej formie, juz pieklam, wiec skusilam sie na cebularze, gdzie wykorzystalam nowy sposob na przygotowanie cebuli z makiem. Przepis na ciasto odrobine zmodyfikowalam, w dodatku mysle, ze obecnosc jajka w przepisie jest calkowicie zbedna i nastepnym razem zrobie bez.


Zamojskie cebularze

Ciasto:
20g swiezych drozdzy
1 lyzka cukru
500g maki (wsypalam 250g krupczatki i 250g bialej pszennejmaki chlebowej)
1 szklanka mleka
1 jajko
1 lyzeczka soli
40g tluszczu (uzylam domowego smalcu)

Farsz cebulowy:
3 czubate lyzki maku
5 srednich cebul, pokrojonych w gruba kostke
3 lyzki oliwy z oliwek
szczypta soli

Zaczelam od przygotowania cebulki. Pokrojona wrzucilam do wrzatku i gotowalam, az nieco zmiekla. Odcedzilam dokladnie na sicie i przesypalam do sloja. Dodalam mak, oliwe i szczypte soli. Sloj zamknelam i potrzasnelam nim energicznie.

Drozdze wymieszalam z lyzka cukru i 2 lyzkami cieplego mleka. Gdy "ruszyly" dodalam do nich make, sol, pozostale mleko rozpuszczone z tluszczem i wyrobilam lsniace i gladkie ciasto. Zostawilam do wyrosncia na 1 godzine. Ciasto podzielilam na 12 czesci, zwinelam z nich luzne kule i zostawilam na 10 minut. Z kazdej kuli rozwalkowalam placek, ktory posmarowalam rozmaconym jajkiem. Na wierzchu ulozylam kopiasta lyzka cebulowego farszu. Zostawilam do wyrosniecia na 30 minut. Pieklam w 230C przez 20 minut.


Doskonale smakowaly na cieplo i byly pyszne tez nastepnego dnia. Polecam goraco, a Polce dziekuje za przepis :*

Saturday, 9 May 2009

Babka kresowa na Tydzien Kuchni Staropolskiej

Dumalysmy z Ala, czymze by tu uraczyc naszych bliskich w nadchodzacy weekend i jednoczesnie przygotowac danie na Tydzien Kuchni Straropolskiej, gdy z pomoca przyszla nam pani Marzenna Kasprzycka i jej "Kuchnia Polska".

Wspominalam juz kiedys o tej ksiazce, a moja opinia na jej temat pozostaje niezmieniona - nadal twierdze, ze jest to dosc chaotyczny zbior dziwnie brzmiacych przepisow, o ubogiej szacie graficznej i nieczytelnym (przynajmniej dla mnie) indeksie. Jednak! Jednak mozna znalezc w tym "miszmaszu", perelki takie jak przepis na Babke Kresowa.

Cudowne w swej prostocie ciasto, ktorego podstawowym skladnikiem sa migdaly, przypomnialo mi smakiem pewna slodycz wypiekana przez sasiadke mojej Babci, pania Helene, ktorej kresowe pochodzenie zdradzal mocny, spiewny, wilenski akcent. Pani Helena miala dryg do wyszywania i pieczenia znakomitych ciast i te, ktore utkwily mi w pamieci to tort migdalowy i migdalowa babka. Przepis na pierwsze ciasto mam w swoich zbiorach ( i pewnie kiedys sie z Wami nim podziele), natomiast receptury na babke nigdy nie mialam okazji zapisac. Tym bardziej sie ciesze. I dziekuje Ci, Alu, za wspolne wypieki :*


Babka kresowa
200g masła
200g drobnego cukru
4 duze jajka
100g mąki gryczanej
100g migdałów bez skorki
1/2 lyzeczki ekstraktu z gorzkich migdalow (oryginal: 4 gorzkie migdaly)
szczypta soli
Migdaly zmielilam w blenderze. Masło utarlam z cukrem do białości. Dodawalam po łyżce mąki i po jednym żółtku na zmiane, ubijajac ciagle mikserem. Wsypalam migdały i sol, wlalam pol lyzeczki ekstraktu z gorzkich migdalow. Ubilam piane z bialek na sztywno. Delikatnie mieszając dodalam ja do ciasta. Ciasto wylozylam do przygotowanej formy, posypalam uprazonymi platkami migdalowymi i pieklam 30 minut w temperaturze 180 stopni, nastepnie 40 minnut w 170C . Polecam - ciasto jest wyjatkowe!

Monday, 4 May 2009

Weekendowa Cukiernia #3

Tym razem rowniez bedzie o czyms z pieca, lecz "na slodko". Jak wiecie, miesiac temu ruszyla Weekendowa Cukiernia, opiekunka ktorej zostala Zawszepolka i to ona zainicjowala wspolne wypieki ciastem czekoladowym. Dwa tygodnie pozniej pieklysmy bezowo-orzechowa rolade, a w ostatni weekend ciasto, ktore znalazla Ala z Kuchni Alicji na blogu Zorry.

Proste w przygotowowaniu (w dodatku pomogla mi maszyna do chleba ;D) i niewymownie pyszne ciasto drozdzowe z warstwa budyniu, owocow i chrupiacej kruszonki. Przyznaje, ze byla to idealna propozycja na ulewny poniedzialek, bo rozpromienila szarosc dnia letnimi barwami i wyjatkowym zapachem. Alu, dziekuje Ci za doskonaly wybor!




Drożdżowe ciasto z brzoskwiniami z kruszonką

Ciasto:
210 g mąki pszennej
40 g bialej mąki orkiszowej
1 łyżka mleka w proszku
100 g wody
25 g cukru
50 g masła
20 g świeżych drożdży
3 g soli

1 puszka brzoskwiń (450g owocow pocietych na osemki)
1 budyń waniliowy w proszku
350 ml mleka
8 łyżek soku z brzoskwiń

Kruszonka:
75 g masła
75 g cukru brązowego
100 g mąki
szczypta soli
50 g płatków migdałów

Wszystkie skladniki ciasta wlozylam do maszyny do chleba i nastawilam program dough.
Ugotowalam budyn z paczki proszku i 350ml mleka. Wmieszalam do masy budyniowej sok z brzoskwin. Nastepnie zrobilam kruszonke - wymieszalam make z sola i cukrem, dodalam maslo i siekalam nozem tak dlugo, az powstaly okruszki. Miske z kruszonka zakrylam folia i wstawilam do lodowki.

Wyrosniete ciasto przelozylam do kwadratowej blaszki (20cm), posmarowanej maslem i wylozonej papierem do pieczenia. Na ciasto wylozylam warstwe budyniu i pod przykryciem zostawilam do wyrosniecia na 30 minut.

Nastepnie na wierzchu ulozylam osemki brzoskwin. Kruszonke wymieszalam z platkami migdalowymi i posypalam nia ciasto. Wstawilam do pieca rozgrzanego do 200C i pieklam 35 minut.

Goraco polecam!

Sunday, 3 May 2009

Weekendowa Piekarnia #29

W tym tygodniu, w Weekendowej Piekarni pachnie pomaranczami, makiem i pieczywem na zakwasie. Ala vel Margot, wlascicielka Piekarni, miala tym razem okazje sama cos nam zaproponowac i swoim wyborem strzelila w dziesiatke! Zakwasowe bagietki, delikatnie razowe, z odrobina pomaranczowej skorki i niebieskim makiem...cuda, prawda?

Upieklam je na jutrzejszy posilek, ale nie moglam odmowic sobie kromeczki. Zwabilam zapachem reszte rodziny i tak, po krotkiej sesji fotograficznej, pozarlismy (o zgrozo!) duza czesc jutrzejszego obiadu...

Jak juz wspomnialam przepis wynalazla Ala na Confiture Maison - za co nalezy sie jej duzy buziak *. Przy okazji dodam, ze na wspomianym blogu mozna znalezc wiecej interesujacych przepisow, zachecam wiec do przegladania. Ponizej moje bagietki i sposob w jaki je wykonalam - polecam!

Bagietki na zakwasie z makiem i skórką pomarańczową

Zaczyn zakwasowy:
50g aktywnego zakwasu zytniego razowego
150g Manitoby
150g wody

Skladniki zaczynu dobrze wymieszalam, przykrylam szczelnie folia i zostawilam na 12 godzin w temperaturze 20C.

Ciasto wlasciwe:
400 g bialej pszennej maki chlebowej (100g Manitoby i 300g T55)
250 g mąki pszennej razowej
1 łyżka soli morskiej
1 łyżka brązowego cukru
350 g wody
350 g zaczynu
3 łyżki ziaren maku
otarta skórka z 1 pomarańczy

Po wymieszaniu wszystkich skladnikow w misce, ciasto wylozylam na stol i wyrabialam metoda Bertineta przez ok. 10 minut, dodajac na koncu mak i skorke pomaranczowa. Ciasto zostawilam do wyrośnięcia na 3 godz. (w temp. 23-25°), skladajac je w tym czasie co godzine.

Następnie ciasto odgazowalam, podzielilam na 3 części, z każdej uformowalam kule i zostawilam pod przykryciem na 15 minut, po czym uksztaltowalam bagietki. Ulozylam je pomiedzy faldami plotna piekarskiego i dokladnie zakryte folia zostawilam na 2 godziny.

Piec rozgrzalam do 260C. Wyrosniete bagietki przelozylam na lopate, szybko nacielam i natychmiast wsunelam do pieca. Pieklam z para przez 10 minut, nastepnie obnizylam temp. do 230C i pieklam jeszcze 15 minut.

Wnetrze jest aromatyczne i miekkie. Amatorom cytrusowych nut polecam goraco!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...