Thursday, 29 October 2009

Festiwal Dyni - zacznijmy od zupy

Kilka dni temu rozpoczal sie Festiwal Dyni, ktory juz po raz kolejny prowadzi nasza blogowa kolezanka Bea.

Czekam niecierpliwie na te okazje, choc tak naprawde sezon dyniowy u mnie zaczyna sie z koncem sierpnia, gdy dojrzewaja pierwsze dynie Rolet. Sa wyjatkowo smaczne i najchetniej pieke je w piecu z innymi warzywami oproszonymi jedynie wedzona sola, ziolami, pieprzem i skorpionymi oliwa z oliwek.

We wrzesniu dojrzewaja rowniez inne dynie i coraz wiecej potraw z ich udzialem, pojawia sie na naszym stole. Prawdziwy wysyp jednak mamy w listopadzie - znosze je wtedy do domu i ustawiam w spizarni na polce, w najchlodniejszej czesci - dynie przechowuja sie swietnie (nawet przez miesiace) pod warunkiem, ze owoce przyniesione z ogrodu nie sa uszodzone.

Dynie olbrzymy, zwane u nas Jack'o'lantern, zostawiam na grzadce az do Halloween - ogromne, pomaranczowe, niczym lapiony rozswietlaja szara, naga ziemie, a dookola nich wija sie zaschniete lodygi i liscie. Moja najmlodsza coreczka uwielbia sama odcinac i toczyc swoje "skarby" do domu. Pozniej z reszta rodziny zajmuje sie wypatroszeniem "olbrzyma" i przerobieniem go na symbol halloweenowej zabawy. Zajmuje im to zazawyczaj pol dnia i robia przy tym balagan nie z tej ziemi. W koncu miazsz trafia na kompostowa pryzme, a pestki suszymy i prazymy w piecu. Czesc zjadamy, czesc zostawiamy do ciast i chlebow.


Obowiazkowo tez kazdego sezonu wyprobowuje nowy przepis na zupe z dyni. W tym roku wynotowalam Zupe z dyni z chilli i grzankami i czytajac spis skladnikow wiedzialam, ze to smak na ten rok. Zupa jest zwyczajnie pyszna. Przepis wyszukalam w ksiaze "Jamie at Home" Jamiego Olivera.


Zupa z dyni z chilli i grzankami

oliwa z oliwek
liscie szalwi
2 duze czerwone cebule, pokrojone w kostke
2 lodygi selera naciowego, posiekane
2 marchewki, pokrojone w kostke
4 duze zabki czosnku, posiekane
2 galazki rozmarynu, liscie tylko
1/2 czerwonej papryczki chilli, drobno posiekanej, bez pestek
sol Maldon i pieprz
2 kilogramy butternut squash lub innej miesistej dyni, obranej i pokrojonej w duza kostke
2 litry dobrego wywaru drobiowo-warzywnego

grzanki:
kromki ciabatty
parmesan
oliwa z oliwek

W duzym garnku rozgrzalam kilka lyzek oliwy z oliwek, wlozylam cale liscie szalwi i smazylam przez 30 sekund, az zrobily sie ciemne i kruche. Delikatnnie przenioslam je na papierowy recznik do odsaczenia. Do aromatycznego oleju wrzucilam wszytskie warzywa oprocz dyni. Dodalam sol i pieprz i pod przykryciem dusilam je przez 10 minut. Gdy zmiekly dodalam pokrojona w kostke dynie. Zalalam wszystko rosolem, doprowadzilam do wrzenia, a pozniej gotowalam na wolnym ogniu przez 30-40 minut.
W tym czasie przygotowalam grzanki. Na tacke starlam parmesan. Kromki ciabatty skropilam oliwa i obtoczylam w serze. Grillowa patelnie rozgrzalam dosc mocno i smazylam grzanki z obu sron, az apetycznie sie zezlocily.

Z zupy wyjelam kilka kawalkow dyni, reszte zblendowalam na gladkie puree. Raz jeszcze doprawilam zupe do smaku. Podalam z kawalkami dyni, grzankami i pokruszonymi liscmi szalwi.

Smacznego!

Tuesday, 27 October 2009

Weekendowa Piekarnia - gdzies we Francji...

W drodze powrotnej z Ameryki, "zahaczamy" o Francje. Tu, zatrzymujemy sie w niewielkiej miescinie, gdzie calkiem spory plac zespaja wszystkie glowne uliczki. Przy placu calkiem okazaly kosciol, z urocza cukierenka na przeciwko i oczywiscie boulangerie z ogromnym piecem, wokol ktorej gwarno od samego rana (wypisz - wymaluj scena z Chocolate ;D)

To dzis wlasnie, wraz z mistrzem Hamelmanem, Mirabbelka i Atina, tu pieczemy francuski klasyk Pain au Levain - zwykly-niezwykly chleb na zakwasie...

Ja tez pieklam, a jaka przygode mialam! Wlasciwie przyznac musze, ze czesto mi sie zdarza modyfikowac przepisy, nawet te najlepsze, ale to co przydarzylo mi sie wczoraj...
Otoz, jak zwykle rozpoczelam wypiek pieczywa od zebrania wszystkich skladnikow. Zaczyn juz na mnie czekal, mialam jedynie nastawic make z woda na godzinna autolize. Tak tez zrobilam - miske na wage i wsypalam make pszenna, potem make zytnia srednia, nastepnie wlalam wode -wszystko odmierzone idealnie. Zaczelam mieszac ciasto i tak dziwnie malo wody mi sie wydalo, pamietalam jednak, ze odmierzylam poprawnie. Zerknelam raz jeszcze do ksiazki - wszystko w porzadku. Wiec co u licha? Pieklam ten chleb juz wiele razy i ciasto nigdy takie nie bylo! Zerknelam raz jeszcze do przepisu i wtedy dopiero zauwazylam moja pomylke. Niestety obie maki juz wymieszalam z woda, a okazalo sie, ze odmierzylam 400g maki zytniej zamiast 40g!!! Musialam wiec szybko skorygowac ilosc plynow, aby utrzymac taka sama hydracje ciasta i o dziwo przydalo mi sie wyuczone kiedys w podstawowce rownanie proporcji.

Uratowalam moje ciasto. Oczywiscie chleb jest znacznie bardziej zytni niz Pain au Levain z przepisu Hamelmana, niemniej wypieklam 3 sliczne bochenki o chrupiacej skorce (pieklam "z miska") i cudownym wnetrzu...

Ponizej podaje moja wersje przepisu, a po oryginalny, pozwolicie, ze odesle Was do gospodyni WP #48 - Atiny, badz do Mirabbelki.

Alez mi sie upieklo! ;D



Pain au Levain (zmodyfikowana wersja przepisu J. Hamelmana)

Zaczyn:
31g zakwasu zytniego razowego 50% (tzw. sztywnych kultur)
93g wody
145g bialej pszennej maki chlebowej
10g maki zytniej sredniej

Ciasto chlebowe:
800g bialej pszennej maki chlebowej
400g maki zytniej sredniej
740g wody temp. 24C
22g soli

279g zaczynu (caly zaczyn)

Zagniotlam skladniki zaczynu i szczelnie przykryty zostawilam na 12 godzin w temperaturze pokojowej.

Nastepnego dnia do duzej miski wsypalam maki (;D), wlalam wode i wymieszalam na bezladna mase. Zostawilam na godzine pod przykryciem. Nastepnie dodalam do masy sol i po kawalku zaczynu. Zagniotlam calkiem elastyczne ciasto i zostawilam je do wyrosniecia na 2 1/2 godziny, skladajac ciasto co 50 minut.

Podzielilam wyrosniete ciasto na 3 czesci (ok. 730g kazda) i zostawilam na 10 minut, nastepnie uformowalam bochenki i zlaczeniem w gore ulozylam je w omaczonych koszach. Zostawilam do wyrosniecia (kazdy w innej temperaturze). Ten pozostawiony w najcieplejszym miejscu byl gotowy do pieczenia po prawie 2 godzinach. Naciety wsunelam do pieca i pieklam z para 40 minut w piecu rozgrzanym do 230C. Podobnie postapilam z dwoma pozostalymi bochenkami.

Chleb ktory musial czekac na swoja kolej najdluzej wlozylam na godzine do lodowki, reszte czasu wyrastal na kuchennym stole. Chleby nie przerosly i bochenki ladnie sie w piecu zaokraglily, a dzieki ikeowskiej misce chleby maja pieknie rozrosniete naciecia.

Polecam!

Monday, 26 October 2009

Lekach - pyszne wspomnienie Rosh Hashanah

Z ogromnym opoznieniem, dodaje moj wpis o ciescie , ktore specjalnie przygotowalam na Festiwal Kuchni Zydowskiej, ktory jak co roku, zostal zorganizowany przez Sinistre z forum Cincin. Ogromnie dlugie spisy potraw wykonanych przez wiele Cinek i blogowiczow, swiadcza tylko jak bardzo popularna jest kuchnia zydowska. I to nie tylko w Polsce, wlasciwie caly swiat sie jej bogactwem zachwyca.

Okazji takie jak ta, nie moglam wiec przegapic i w tym roku upieklam bajle, chalke i Lekach.
Bajgle znajdziecie w jedym z ostatnich wydan Weekendowych Piekarni, chalka zniknela,
biedaczka, bez zdjecia ;D, a przepis na Lekach - pyszne ciasto miodowe, dolaczam do "Sinistrowej listy zydowskich potraw" wlasnie dzis (mam nadzieje, ze mnie laskawie na owej liscie uwzgledni :D)

Oto ono, miodowe ciasto z sokiem jablkowym - zydowskie Lekach - na podstawie przepisu Denise Phillips, cudowne, bardzo wilgotne, aromatyczne i niezwykle popularne w czasie Rosh Hashanah.



Lekach z sokiem jablkowym

175g zwyklej maki pszennej
50g drobnego cukru (caster sugar)
1/2 lyzeczki mielonego imbiru
2 lyzeczki mielonego cynamonu
1 lyzeczka mieszanych przypraw (przyprawy do piernika lub Mixed Spice)
1 lyzeczka sody
100ml oleju roslinnego
skorka otarta z 1 pomaranczy
3 jajka
100ml soku jablkowego
225g plynnego miodu

Piec rozgrzewam do 180C. Duzym papilotem wykladam keksowke.

Do miski wsypuje: make, cukier, przyprawy i sode. mieszam. W innej misce lacze ze soba olej, miod, skorke z pomaranczy, jajka i sok. Wlewam wszystko do miski z maka i ubijam szybko balonowa trzepaczka. masa jest dosc plynna i latwo daje sie przelac do foremki. Pieke ok. 1 godziny (sprawdzam patyczkiem - ma byc suchy). Upieczone ciasto wyjmuje z pieca i zstawiam w foremce na 15 minut, pzniej studze na kratce. Wystudzone clakowicie Lekach zawijam w arkusz pergaminu, nastepnie kilka arkuszy folii przezroczystej. Tak zawiniete ciasto przechwuje w temp pokojowej. Po 2- 3 dniach kroje. Lekach jest cudowne - bardzo wilgotne, aromatyczne, poprostu pyszne.

Palce lizac!

Sunday, 25 October 2009

Weekendowa Piekarnia w Parker House

Atina, gospodyni Weekendowej Piekarni #48, zabrala nas w piekarnicza podroz za ocean (a w drodze powrotnej wpadniemy tez upiec cos niecos w podparyskiej piekarni ;D)

Dzis czesc pierwsza naszego wojazu - Boston, Massachusetts, USA.
Z hotelowej kuchni dociera do nas zapach porannej kawy i maslany aromat pieczywa - pieka sie wlasnie buleczki dla hotelowych gosci, pieczywo z ktorego slynie hotel - Omni Parker House . Tutaj wlasnie zostaly wymyslone, tutaj tez podano je po raz pierwszy. Maslne, delikatnie slodkie, mieciutkie w srodku z chrupiaca skorupka. Przepis zostal upubliczniony w 1896 w ksiazce owczesnego autorytetu kulinarnego Fannie Merritt Farmer "The Boston Cooking-School Cook Book" i natychmiast zyskal ogromna popularnosc.

Minelo ponad 100 lat, a hotelowa restauracja obok Boston Cream Pie, and Boston Scrod, nadal serwuje Parker House Rolls - gdybyscie byli ciekawi ich przepisu na te pyszne buleczki, zajrzyjcie tutaj.

Parker House Rolls robilam dziesiatki razy i przepis zaproponowany przez Atine ze strony Mirabbelki nie jest mi wcale obcy. Pochodzi z ksiazki Erica Treuille i Ursuli Ferrigno i rozni sie nieco od zwykle wykorzystywanego przeze mnie przepsiu, glownie technika wykonania.
Tutaj ciasto rozwalkowyje sie i kroi w prostokaty, smaruje maslem, nastepnie sklada sie je na pol prawie, zostawiajac jednak niewielki margines. W przepisie Janie Shapter, ktory najczesciej wykorzystuje, uzywa sie okraglej foremki do wycianania buleczek. Przyznaje szczerze, ze roznic smakowych w wypieczonym produkcie nie ma zadnych, wygladem sa tylko nieco inne - to wszystko.

Dzis przedstawiam buleczki z przepisu wybranego przez Atine. Zrobilam je z pdwojnej porcji zachowujac przy tym iloc drozdzy z porcji pojedynczej i odrobine zmienilam sposob przyrzadzenia ciasta - drozdze instant nie wymagaja ukatywiania (drozdze suche - te w granulkach - nalezy ukatywnic, rozpuszczajac w plynie, przed dodaniem do innych skladnikow ciasta i jesli uzywamy do tego celu mleka koniecznie trzeba mleko podgrzac do temperatury 88C, a nastepnie wystudzic).

Zapraszam na Parker House Rolls :D




Bułeczki z Hotelu Parker House w Bostonie

580gmaki pszennej 1 łyżeczka drożdży instant
2 łyżeczki soli

2 łyżki cukru
250g letniego mleka
2 jajka
60g płynnego masła plus 15g płynnego masła do smarowania

Make wymieszalam z drozdzami instant, sola i cukrem. Letnie mleko roztrzepalam z jajkami i 60g masla i taka miksture wlalam do maki. Wymieszalam i wyrobilam lsniace, gladkie, sprezyte ciasto (bylo nieco luzne na poczatku, lecz w trakcie wyrabiania zdecydownie nabralo sprezystosci). Wlozylam je do naoliownej miski i zostawilam na 1 1/2 godziny do wyrosniecia (az podwoilo objetosc).

Po tym czasie ciasto podzileilam na dwie czesci (robilam z podowjnej porcji). odgazowalam rozwalkowujac kazda czesc na prostokat. Podzielilam go na 12 czesci. kazda czesc posmarowalam maslem i zlozylam, zostawiajac 1cm margines. ukladalam buleczki na naoliwionej blasze tak aby dotykaly sie delikatenie. zoastwilam do wyrosniecia na 30 minut. Piec rozgrzalam do 220C
Przed umieszczeniem buleczek w piecu posmarowalam je raz jeszcze maslem. pieklam 20 minnut. Wystudzilam na kratce. Pyszne!

Friday, 23 October 2009

"Wizyta"

Na obiad wprosilam sie dzis do Ali - na wege burgery, surowke z porow i gruszek, mieciutkie buleczki prosto z pieca i mila atmosfere przy stole. I co Wy na to? He? Wlasciwie nic nieprawdopodobnego. Ot, jedna kolezanka wraz z cala rodzina (!) odwiedza druga w porze obiadu ;D

Wiele bym dala, zeby tak naprawde moc zagoscic u Ali, chocby na podwieczorku, bo prawdziwe czary dzieja sie w jej kuchni. I mimo, ze moja dzisiejsza "wizyta" byla calkowicie wirtualna, to moj obiad byl jak najbardziej rzeczywisty i smakowal bosko!

Rozowe kotleciki wpadly mi w oko juz kilka dni temu i zapisalam je natychmiast w piatkowe menu. Delikatnie slodka salatka z surowych warzyw pasuje tu wrecz idealnie, a jej sos apetycznie wsiaka w pulchne pieczywo, dopelniajac calosci. Zajadalismy, az milo! Polecam goraco :D



Rozowe burgery (na 12 srednich burgerow)

2 czerwone cebule, drobno posiekane
4 duże ząbki czosnku, zmiazdzone
250g twardego tofu, odsączonego i rozdrobnionego
3 kopiaste łyżki masła orzechowego
3 łyżki oliwy
400 g ugotowanej fasolki adzuki
300 g buraków ugotowanych i utartych na tarce o dużych oczkach
2 łyżeczki utartego świeżego imbiru
1 duze jajko
2 łyżki posiekanego szczypiorku
2 łyżki posiekanej zielonej pietruszki
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżeczki suszonego majeranku
3 łyżki soku z cytryny
sól i pieprz do smaku
3 czubate lyzki maki gram

maka pszenna do obtoczenia
olej do smażenia

Na 2 lyzkach oliwy zeszklilam cebulke i czosnek. Wystudzilam. Do duzej miski wlozylam wszystkie skladniki masy burgerowej i dokladnie wymieszalam. Na koniec dodalam 3 czubate lyzki maki gram, raz jeszcze wszystko wymieszalam i wstawilam do lodowki na 3 godziny.

Ze schlodzonej masy formowalam plaskie burgery, obtaczalam je w mace pszennej i smazylam na rozgrzanym oleju. Odsaczylam na papierowych recznikach. Podalam z surowka na burgerowych buleczkach.


Jak podala Ala, przepis oryginalny pochodzi z książki Marioli Białołęckiej ,,Zaskakujące tofu", moj odrobine zmienilam i w takiej formie go zapisalam powyzej. Na zdrowie!

Na zyczenie moich czytelniczek zamieszczam ponizej przepis na powszechnie znana surowke, ktorej baza sa zawsze pory. Dla 5 osob biore:

3 pory, biale czesci tylko
2 gruszki lub 2 male jablka, ze skorka
1 duza marchew lub 1 bialy/zolty sredni burak
1 czubata lyzka siekanej zielonej pietruszki
2 czubate lyzki siekanych orzechow wloskich lub pekanow (moga buy prazone)

Dressing:
3 lyzki majonezu
2 lyzki jogurtu greckiego lub creme fraiche (kwasnej smietany od biedy)
1 lyzeczka bialego octu winnego
sol i pieprz do smaku

Pory kroje na cienkie talarki. Wrzucam do miski oddzielajac krazki, scieram na tarce o duzych oczkach gruszki/jablka i marchewke lub buraki. Dosypuje natke pietruszki i uprazone (badz nie) orzechy. Przygotowuje dressing, laczac wszystkie skladniki, nastepnie polewam nim surowke. Mieszam. Miske zakrywam i wstawiam do lodowki. Ocieplam nieco przed podaniem.

Smaczego zycze :D

Tuesday, 20 October 2009

Ostry gulasz na rozgrzewke

Dzis bedzie krotko, ale za to "tresciwie", bo napisze kilka slow o jednej z moich "najulubienszych" jesiennych potraw. Gulasz to jedno z tych barwnych dan, na ktorego mysl nawet robi mi sie cieplo. Pelno w nim roznorodnych papryk : od lagodnych czerwonych i zielonych, przez wedzona hiszpanska, po ostre, tryskajace sokiem, swiezutkie chilli. Przygotowanie dania zajmuje nieco ponad chwilke, a pozniej potrawa wlasciwie robi sie sama. Po takim gotowaniu mieso rozplywa sie w ustach, pozostawiajac posmak wszystkich skladnikow z ktorymi sie gotowalo.

Gulasz podalam z mieszanym ryzem na sypko i lyzka kwasnej smietany, ale mozna rowniez wykorzystac wczorajasza bagietke lub ulubiona kasze. Aromatycznego sosu, w kazdym razie, nie brakuje.




Ostry gulasz z karkowki i papryki

2 kg karkowki bez kosci, pocietej na grube kotlety
sol i czarny pieprz
oliwa z oliwek
3 czerwone cebule, pokrone w poltalarki
2 swieze czerwone papryczki chilli, bez nasion i drobno posiekane
2 kopiaste lyzki wedzonej papryki
2 lyzki nasion kminku
1 czubata lyzka majeranku
5 duzych kolorowych papryk, bez nasion i pokrojonych na 8 paskow
400g grilowanych papryk ze sloika, bez skorki i pokrojonych na duze kawalki
6 miesitych pomidorow lub 400g puszka wloskich pomidorow z sokiem
4 lyzki octu z czerwonego wina

Piec rozgrzewam do 180C.
W zeliwnym garnku (z pokrywka) rozgrzewam oliwe z oliwek, i na goraca wykladam plastry miesa, posypuje sola i pieprzem, smaze az zrazowieja z obu stron. Gotowe wyjmuje, odstawiam , a do garnka wrzucam cebule, chilli, wedzona papryke, nasiona kminku, majeranek, duza szczypte soli i czarny pieprz. Zmniejszam ogien i smaze, mieszajac ok.10 minut.

Po tym czasie dodaje swieze papryki, grilowane papryki z marynaty i pomidory. Dorzucam mieso, wraz z sokami, potrzasam garnkiem, aby skaldniki wymieszaly sie ze soba i zalewam wszystko woda. Wlewam ocet winny. Doprowadzam do wrzenia, zakrywam pokrywka i wstawiam garnek z gulaszem do pieca. Dusze 2 1/2-3 godziny.

Po prostu palce lizac!

Przepis z ksiazki "Jamie at Home", nieco przeze mnie zmodyfikowany.

Monday, 19 October 2009

Weekendowa Piekarnia #47

Kolejny pracowity weeknd w Piekarni. Pieklysmy buleczki i paluchy, a dowodzila nami Efi z blogu Muffingirl. Obie propozycje sa proste i pyszne - chlebowe paluchy zniknely jeszcze tego samo dnia, a buleczami delektowalismy w niedzielny poranek, popijajac swiezo parzona waniliowa kawe.



Paluchy chlebowe (14 sztuk)

1 1/2 lyzeczki drozdzy instant
500g bialej pszennej maki chlebowej
85g mąki pszennej razowej
1 lyzeczka cukru
3 lyzeczki soli
1/4 szklanki oliwy z oliwek
380g wody
Dodatkowo:
1 jajko
mak, sezam

Wszystkie skladniki polaczylam wmiesce, wymieszalam i zagniotlam gladkie i elastyczne ciasto. Zoastwilam do wyrosniecia n 1 godzine. Po tym czasie ciastoodgazowlaam i rozwaklwlam na prostokat 25x37. Nozem do pizzy podzielilam ciasto na 2,5 cm paski, lacznie 14, i kazdy zrolowalam dociskajac zlaczenie. Ulozylam je na blasze i zostawialm pod przykryciem na 20 minut.

Roztrzepalam jajko z lyzka wody i posmarowalam nim paluchy, posypalam makiem i sezamem. Pieklam w temperaturze 200C przez 25 minut.



Ponizsze buleczki sa wilgotne i aromatyczne. Posypalam je perlowym cukrem i kawalkami prazonego kokosu.

Hawajskie bułeczki (15 sztuk)

120 g ananasów z puszki
1/4 szklanki ciepłego soku z ananasa
1/4 szklanki wody
55g masła
50g odtluszczonego mleka w proszku
1 jajko
1 lyzeczka cukru cukru
7g soli,
420g mąki pszennej chlebowej
2 lyzeczki suchych drożdży
60g wiórków kokosowych

Ananasy osuszylam i pokroilam na drobne kawałki.

W misce wymieszalam wszystkie składniki oprócz wiorkow kokosowych i wyrobilam gladkie i elastyczne ciasto. Nastepnie dodalam wiorki i pokrojonego ananasa. Znow zagniotlam. Wlozylam ciasto do miski i zostawilam na 1 1/2 godziny.
Po tym czasie ciasto odgazowalam i podzielilam na 15 części. Z każdej z nich uformowalam kulkę i zostawilam na 20 minut. Z kazdej kulki zrobilam 35cm walek i zawinelam w "slimaka". Gotowe drozdzowki ulozylam na blasze i zostawilam do wyrosniecia na 45 minut.
Pieklam w temperaturze 190ºC przez 20 minut. Buleczki wystudzilam na kratce.
Efi dziekuje, za przepisy :D

Sunday, 18 October 2009

Rozowy dip

Pazdziernik od wielu lat jest miesiacem Walki z Rakiem Piersi. W wielu miejscach na swiecie, w tym czasie, organizowane sa marsze, wiece, maratony, akcje charytatywne, koncerty, konferencje - a wszystko po to, aby poprawic spoleczna wiedze na temat sposobow przeciwdzialania rakowi piersi.

Nie brakuje rowniez wydarzen w blogosferze i choc w ostatniej chwili, to nie z mniejszym entuzjazmem dolaczam do Rozowego Tygodnia. Calym sercem wspieram idee, ktora naklonila Szarlotka do zorganizowania tej akcji, ktora, mam nadzieje, pomoze ukazac wielu z nas jak istotna jest profilaktyka w walce z rakiem.

Ponizej moja propozycja kulinarna - buraczkowy dip, prosty i pyszny. Przepis zaczerpnelam z ksiazki Sophie Grigson "The Vegetable Bible"



Rozowy dip

4 srednie buraki, upieczone, obrane ze skorki i pokrojone
1 lyzeczka mielonego kuminu
1 lyzeczka mielonej kolendry
250g jogurtu greckiego
1-2 lyzki soku z cytryny
sol i pieprz

Buraczki blenduje na gladka papke, pod koniec dorzucam kumin i kolendre. Przekladam puree do miski i dodaje jogurt, mieszam delikatnie i doprawiam do smaku. Podaje z kawalkami grilowanej pity lub paluchami z francuskiego ciasta.

Saturday, 17 October 2009

Miodownik

Gdy na dobre zagosci juz jesien, przychodza do mnie zachcianki takie, jakich nie miewam przez miesiace. Obiady w formie gulaszu, stew czy tez zup tak gestych az "lyzka stoi", salatki z dodatkiem serow, mies i ryb. I desery, hm, ciasta wlasciwie, ciezkie i slodkie z owocami, orzechami, miodem.

Pare dni temu "buszowalam na Cinie" i zauwazylam nowa twarz. Zachecona przez, jak przypuszczam inna Cinke, Krystyne, Anni zamiescila przepis na swoje ciasto miodowe. Piekne mi sie wydalo i proste, podobne do wielu innych miodowych ciast, ktore juz mialam okazje upiec i zjesc, a jednak inne! Niejeden wieczor przegadalam z Ela o "miodownikach" i zeszlej jesieni upieklysmy kilka, zaden jednak nie zawieral orzechow i kremowej smietanki. Teraz wiem, ze to wlasnie te dwa skladniki zdecydowaly, ze ciasto tak szybko znalazlo sie na moim stole i natychmiast dziele sie z Wami receptura. Miod i orzechy dominuja, smietanowy krem nadaje ciastu miekkosci, calosc jest niezwykle pyszna. Nastepnym razem sprobuje przelozyc miodowe placki cytrynowym kremem na zmiane z ubita kremowka. Moja wersja zawiera zmniejszona ilosc cukru i ciasto jest nadal bardzo slodkie. Polecam wielbicielom jesiennych ciast ;D



Miodownik

Ciasto:
150g cukru
100g miodu
1 duze jajko
150g masła
1 łyżeczka sody
500g maki

Krem:
600ml smietanki kremowej
1/4 szklanki cukru pudru
1 1/2 szklanki posiekanych grubo orzechow wloskich

Cukier, miod, jajko i maslo wlozylam do rondelka i mieszajac podgrzewalam, gdy mikstura zawrzala dodalam lyzeczke sody, szybko zamieszalam. Zdjelam z ognia i mieszajac dosypywalam make. Mase wyjelam na stol i zagniotlam szybko w walek. Podzielilam go na 5 czesci (200g).

Kazda czesc wylozylam do 20cm kwadratowej blaszki i pieklam w piecu rozgrzanym do 200C przez 6 minut. Wystudzilam placki na kratce.

Gdy stygly ubilam smietanke z cukrem. Rozsmarowalam ja na zimnych placach, nie zapominajac o posypaniu kazdej warstwy posiekanymi grubo orzechami. Ciasto zostawilam na pare godzin na kuchennym stole, a nastepnie zawinelam w kilka arkuszy papieru woskowanego, potem do foliowej torebki i wlozylam na noc do lodowki.


Smakuje wybornie! Anni dziekuje za znakomity przepis, a Wam goraco ciasto polecam!

Friday, 16 October 2009

Swiatowy Dzien Chleba 2009

Moja kolejna przygoda. Drukuje przepis, czytam i mysle. Zbieram skladniki, produkuje zaczyn - musze troche pokombinowac, ale tylko odrobine. Po dwoch dniach jestem gotowa do wymieszania ciasta chlebowego - wkladam skladniki do miski, mieszam, zagniatam. Gotowe ciasto okrywam szczelnie i czekam. Po godzinie moje ciasto wypelnia cala miske. Troche musze je odgazowac i zwinac, zeby sie latwiej dzielilo. Tne na trzy czesci i kazda skladam "jak list", ukladam na omaczonej desce zlaczeniem w dol i zostawiam na chwile. W tym czasie udaje mi sie przygotowac czesc obiadu, wiec to taka dluzsza chwila ;D Ksztaltuje pulchne bochenki i ukladam je obok siebie na piekarskim plotnie, przykrywam i zostawiam. Teraz musza wyrosnac - w kuchni jest cieplo wiec chleby przyrastaja szybko. Okraglutkie zsuwam na rozgrzany kamien. Para i goraco pieca powoduje, ze puchna szybko, naciecia rozszerzaja sie malowniczo (tak, tak chleb to taki obraz do smakowania - prawdziwa sztuka uzytkowa!), brazowieje skorka. Upieczone bochenki dochodza jeszcze w stygnacym piecu, a przez szpare wydobywa sie zapach - najpiekniejszy zapach swiata - zapach chleba...


world bread day 2009 - yes we bake.(last day of sumbission october 17)


Przepis na moje "swiateczne" wypieki wyszperalam u Susan, niezwykle utalentowanej domowej piekarki. Susan adaptowala swoj przepis z przepisu SFBI. Ja rowniez wprowadzilam niewielkie zmiany - uzylam zakwasu zytniego razowgo i zmnniejszylam ilosc drozdzy piekarskich o polowe. Susan, thank you :D

Upieczone bocheki wygladaja cudownie. Nie wiem jeszcze jak prezentuje sie ich wnetrze -pokroje je dopiero jutro, a moze nawet dzis wieczorkiem...na razie stygna na kratce i ciesza moje oko ilekroc na nie spogaladm.

I wszystko to za sprawa Zorry, ktora wytrwale dowodzi rzesza domowych piekarzy z calego swiata juz po raz czwarty. U niej na blogu rowniez za kilka dni bedzie mozna obejrzec nasze wypieki. Thanks Zorra, you are a star!

Jesli dzis tez swietujecie, to niech Wam sie upiecze!



47% Rye

315g dojrzalego zakwasu zytniego 50%
265g maki zytniej razowej zarnowej
527g bialej pszennej maki chlebowej
570g wody temp. 22C
1/4 lyzeczki drozdzy instant
19 g soli


W misce wymieszalam wszystkie skaldniki, a nastepnie wyrobilam nieco lepkie lecz spojne ciasto o srednio rozwinietym glutenie. Wlozylam do miski wysmarowanej olejem i zostawialam do wyrosniecia, na 1 godzine. Ciasto podzielilam na 3 czesci, ktore po kolei rozplaszczalam w prostokat i skladalam na trzy, jak list. Ukladalam zlaczeniem w dol na omaczonej desce, ktora zsunelam do duzego foliowego worka i zostawilam na 20 minut. Nastepnie odwrocilam ciasto zlaczeniem w gore, lekko odgzowalam i po obroceniu o 90 stopni zwijalam scislo podluzne bochenki. Osypalam wierzchy obficie maka i nacielam je. Ulozylam na desce i wsunelam pod folie.
Zostawilam do wyrosniecia na 1 godzine, w tym czasie rogrzalam piec z kamieniem do 260C.

Bochenki wlozylam do pieca zmniejszylam temperature do 240C. Pieklam z para przez 8 minut. Nastepnie bez pary przez 20 minut. Po tym czasie piec wylaczylam, zostawiajac w nim chleby na 15 min z drzwiami pieca lekko uchylonymi. Wyjelam bochenki na kratke i wystudzilam (ok. 12 godzin).



Nie wytrzymalam, pokroilam, wlasciwie nie ma juz polowy bochenka...prawdziwe piekarskie cudo!

Tuesday, 13 October 2009

Czerwona surowka na jesienny obiad

Chyba wszyscy lubimy surowki. Sa takie nieklopotliwe - wystarczy wymieszac w misce kilka skladnikow, polac je dressingiem, znow zamieszac i danie gotowe. Samo w sobie lub jako obiadowy dodatek do mies, ryb, plackow.

W moim domu pojawiaja sie na stole kilka razy w tygodniu, przez okragly rok. Wiosna i latem zawieraja rzodkiewki, truskawki, ogorki, cukinie, liscie salat, zielone fasolki, cebulke dymke i swieze ziola. Jesienia i zima wybor warzyw i owocow jest nawet wiekszy - sa pomidory, ziemniaki, marchewka, jablka, gruszki, fenkuly, zimowa rzodkiew, brukiew, rzepa, kapusta, seler, pory, cebula, dynia, kalafiory. Oczywiscie sa tez buraki i to w kilku odmianach i kolorach. Te powszechnie znane po przekrojeniu plamia wszystko "buraczkowa" czerwienia. Te rzadziej spotykane - buraki biale i zolte lub przepieknej urody wloskie ''Chioggia Barbietola'', ktore zaskakuja bialo-czerwonym wnetrzem, najlepiej prezentuja sie w salatkach. Wlasciwie z buraczkow mozna przygotowac wszystko i nic dziwnego, ze przezywaja one obecnie kulinarny renesans - kazdy chef umieszcza "cos z buraka" w swoim menu, kazda dobra ksiazka kucharska poswieca im kilka przepisow.

Sophie Grigson napisala w "The Vegetable Bible", ze moglaby wyspiewywac serenady o buraczkach, choc jak wspomina czytelnicy jej "biblii" maja wiele szczescia, ze poswiecila sie pisaniu, a nie spiewaniu ;D Przylaczylabym sie do niej szczerze - buraczki to moje ulubione warzywa (wraz z wieloma innymi) i ugotowane czy tez surowe bardzo smakuja mi w surowkach wlasnie. Lacze je czesto, z reguly z jednym lub dwoma z ponizszych skladnikow: pomaranczami, ziemniakami, selerem, orzechami, chrupiacym bekonem (salade nantaise...mmmm...), czarnymi oliwkami, sledziami anchovy. Urozmaicam dressingiem, czasem na bazie mojonezu, czesciej jednak prostym vinegraitte.

Dzisiejszy obiad w formie prostej tarty "ruskiej" (podpatrzylam ja kiedys u lisiczki bez kitki), wzbogacilam piekna czerwona surowka z buraczkow, jablek, i marchewki...zobaczcie sami:


Surowka z burakow i jablek
4 buraki upieczone
1 jablko do gotowania
1 jablko deserowe
1 marchewka
1 czerwona cebula
1 - 2 lyzki posiekanej natki pietruszki
szczypiorek do posypania
Dressing:
10 lyzek oliwy z oliwek
4 lyzki cydrowego octu (lub z czerwonego wina0
1 lyzeczka musztardy Dijon
sol, pieprz, cukier
Buraki pieke w "mundurkach"( indywidualnie zawiniete w folie aluminiowa - najlepsze pieczone sa 2-3 godziny w 160C). Ugotowane i wystudzone obieram i tne w julienne. Jablka przekrawam na cwiartki, wycinam srodki i kroje rowniez w paseczki. Marchewke obieram i scieram na tarce o duzych oczkach. Obrana cebule kroje w mala kostke. Warzwa i owoce wkladam do miski, dodaje zielona pietruszke. W miseczce przygotowuje dressing, lacze wszystkie skladniki i polewam nimi
surowke. Mieszam. Miske zakrywam folia i wkladam do lodowki na godzine, dwie.
Dressing jest lekki i nie dominuje w salatce. Przed podaniem posypuje calosc szczypiorkiem.


Palce lizac! Goraco polecam :D

Monday, 12 October 2009

Passion Cake

Dwa lata temu do moich zbiorow przepisow na ciasta marchewkowe dodalam recepture Mary Berry - ciasto bylo pyszne, jednak zupelnie inne od naszego ulubionego, rowniez w tamtym poscie wspomnianego - Passion Cake. Wczoraj postanowilam takie "ciasto z pasja" znow upiec - ku uciesze mojej rodzinki.



Jak to z marchewkowymi ciastami bywa ;D, glownym skladnikiem jest oczywiscie marchewka i tu zdecydowalam zuzyc ostanie juz z tegorocznych plonow, marchewki bordowe. Mialam tez wielka nadzieje, ze zatrzymaja swoj kolor choc odrobinke i w tym celu nawet zrezygnowalam z ciemnego cukru na rzecz bialego, aby ciasto bylo jak najjasniejsze, a ciemnoczerwone drobinki startej marchwi widoczne jak na dloni. Niestety, w trakcie pieczenia marchew nabrala pieknego pomaranczowego koloru, moze nieco intensywniejszego niz zwykle i z mojej wizualnej uczty wyszly przyslowiowe nici. Ale moze przesadzam troche, bo ciacho nadal prezentuje sie niczego sobie. Poza tym Passion Cake jest takie jak najbardziej lubie - wilgotne, ciezkie, bardzo marchewkowe i bardzo orzechowe...



Passion Cake (przepis z Ingram/Shapter "Bread")

175g masla
175g miekkiego brazowego cukru (uzylam 150g drobnego bialego)
3 jajka, oddzielone
1- 2 lyzki soku z cytryny
175g maki ze spulchniaczami
1 lyzeczka proszku do pieczenia
50g mielonych migdalow
115g posiekanych orzechow wloskich (dodalam pekanow)
225g startej marchewki

Piec rozgrzewam do 170C.
Keksowa foremke smaruje maslem i wykladam papierem do pieczenia.

W duzej misce ucieram malso z cukrem, gdy jest juz lekkie i puszyste, zaczynam dodawac stopniowo zoltka, nastepnie sok z cytryny.
Make przesiewam z proszkiem i dodaje do maslanej masy, potem mielone migdaly i kawalki orzechow. W innej misce ubijam bialka na sztywno i dodaje je do ciasta, wraz ze starta marchweka. Lekko mieszam.

Mase wykladam do formy, wyrownuje wierzch. Pieke na srodkowej polce okolo 1 godziny, sprawdzam patyczkiem. Gdy jest juz upieczone wyjmuje z pieca i zostawiam na 15 minut w foremce, pozniej wykladam ciasto na kratke kuchenna i studze. Dobrze jest je wystudzic porzadnie, najlepiej przez noc. Mozna podac ze smietana, lodami, mascarpone lub oczywiscie solo. Polecam :D

Saturday, 10 October 2009

Moje wypieki w Weekendowej Piekarni

Lubie piec chleby w soboty, jest to wlasciwie jedyny dzien, ktorego ranek i popoludnie moge poswiecic wypiekom. Dzieci wraz z tata, juz wczesnie rano, wybywaja na rozmaite zajecia i w domu jest cicho, nastawiam plyte, rozkladam miski, torebki z makami, kosze i zabieram sie do roboty.

Dzis znow jest sobota, jestem sama w domu, pieke wiec - tym razem moje wlasne propozycje z Weekendowej Piekarni. W tle oczywiscie muzyka - na przyklad taka muzyka ;D
A z pieca wyjelam juz:

Borodinsky, jak zwykle slodkawy i pachnacy kolendra...




porcje bajgli rumianych z makowa i sezamowa posypka, mieciutkim wnetrzem i pyszna skorka









Wlasnie pieka sie bagietki, a rozmarynem pachnie w calym domu... zdjecia wkrotce ;D

I oto one - chrupiace, pachnace, pyszne!




Polecam!

Wednesday, 7 October 2009

Zapraszam do Weekendowej Piekarni

Pamietacie pierwsza Weekendowa Piekarnie? Od tamtego weekendu mielismy 45 wspolnych "chlebowych" spotkan - alez osiagniecie, prawda? Ile bochenkow upielismy w tym czasie, ile osob zachecilismy do pieczenia chleba w domu, ile osob rozpoczelo hodowle kultur zakwasowych, ilu osobom pokazalismy, ze wypiek chleba w domu to prawdziwa przyjemosc!



Akcja Weekendowa Piekarnia powstala dzieki naszej Ali akka Margot, ktora ulegla moim namowom i ostatniecznie nawet blogowac zaczela, jak widac z ogromnym sukcesem :D Zagladamy do niej codziennie, zastanawiajac sie czym dzis nas zaskoczy, z jakiego jezyka przepis przetlumaczy (nawet jesli tylko za pomoc ma "tlumaczke" google), kogo wybierze na gospodarza kolejnej Weekendowej Piekarni i jakie chleby stana sie naszym nowym zadaniem.

A do tej pory upieklysmy ponad 100 przeroznych bochenkow - zwyklych drozdzowych, zakwasowych, okazjonalnych, z nasionami, owocami, piwem, cydrem. Z zalem przyznaje, ze nie we wszystkich "odcinkach" udalo mi sie wziac udzial, ale licze, ze kiedys znajde troche czasu, aby nadrobic zaleglosci.

Dzis jednak mam zaszczyt znow wybierac przepisy i prowadzic rocznicowe "wydanie" Weekendowej Piekarni (dziekuje Alu :*). Dlugo rozmyslalam nad moim wyborem - tyle jest chlebow, ktore chcialabym upiec, ktore od dawna zalegaja na mojej liscie. Doszlam do wniosku jednak, ze sa rowniez przepisy do ktorych lubie wracac. Moje dzisiejsze propozycje pokrywaja standarty sztuki piekarniczej: jest chleb na zakwasie, aromatyczny i z charakterem, jest bagietka z rewelacyjnym nadzieniem i sa takze slawne buleczki z dziurka z przepisu Toma Jaine.

Zapraszam wszystkich goraco! :DDD

Propozycja 1

Borodinsky

450g zakwasu zytniego razowego 150%
380g maki zytniej jasnej
8g soli morskiej
160g letniej wody
35g molasy
20g slodu
7g mielonej kolendry
5g calych nasion kolendry

Wszystkie skladniki dokladnie mieszam. Bardzo lepkie i dosc rzadkie ciasto przekladam do wysmarowanej oliwa z oliwek i posypanej calymi ziarnami kolendry chlebowej blaszki (ciasto wypelnia nieco ponad polowe foremki). Przykrywam naoliwiona folia przezroczysta i zostawiam do wyrosniecia. Gdy ciasto wypelnia juz prawie cala foremke, rozgrzewam piec do 230 stopni.

Posypuje wierzch chleba ziarenkami kolendry. Pieke chleb przez 15 min w 230C, pozniej zmniejszam temprature do 200 C i pieke kolejne 40 min.

Z powyzszych skladnikow powstaje bochenek ponad kilogramowy, ciemny, delikatnie slodki, o mokrym i pieknie pachnacym wnetrzu i chrupiacej skorce.

Przepis otrzymalam mailem od Andrew Whitley(a), zalozyciela The Village Bakery i autora ksiazki "Bread Matters", za co przesylam mu moje nieustajace podziekowania! Ta , mate ;D

Propozycja 2

Bagietki z kozim serem, czerwona cebulka i rozmarynem

Pate fermentee:
300g bialej pszennej maki chlebowej
195g wody
1 lyzeczka soli
nieco ponad 1/2 grama drozdzy swiezych* lub 1/8 lyzeczki drozdzy instant

Wlewam wode do miski. Drozdze wsypuje do wody, mieszam i dodaje make i sol. Gdy skladniki polacza sie, zakrywam miske folia i zostawiam na 12-16 godzin w temp. 21C.

Ciasto wlasciwe:
550g bialej pszennej maki chlebowej
150g maki pszennej razowej
415g wody
18g soli
15g swiezych drozdzy lub 1 1/2 lyzeczki drozdzy instant
cale pate fermentee

Dodatki:
150g sera koziego twardego, pokrojonego w kostke
90g posiekanej czerwonej cebulki, podsmazonej na masle, wystudzonej i odsaczonej
10g posiekanego z grubsza swiezego rozmarynu

Do duzej miski wkladam wszystkie skladniki za wyjatkiem zaczynu i dodatkow. Mieszam, a pozniej wykladam mase ciasta na stol i stopniowo dodajac po kawalku pate fermentee, zagniatam spojne, niezbyt luzne ciasto (ok. 8 - 10 min). Dodaje ser, cebulke i rozmaryn. Zagniatam, az skladniki zostana rownomiernie rozmieszczone w ciescie. Temp. ciasta 23C.

Zostawiam do wyrosnicia na 1 1/2 godziny, skladam po 45 minutach. Natepnie dziele na 4 czesci (mozna na 6 mniejszych), formuje lekkie kule, zakrywam i czekam 20 minut. Ksztaltuje bagietki i zlaczeniami w gore ukladam je pomiedzy faldami plotna.

Zostawiam do wyrosniacia szczelnie przykryte na 1 1/4 godziny. Pieke na kamieniu w piecu rozgrzanym do 240C przez 20 minut, obnizam temperature do 220C i pieke kolejne 10 - 15 minut.

Przepis ten to moja wlasna kompozycja oparta na przepisach z J. Hamelmana "Bread". Ta wspaniala ksiazka, jest kopalnia wiedzy dla kazdego piekarza i zbiorem rewelacyjnych, dopracowanych receptur - jedyna w swoim rodzaju!

Propozyja 3

Bagels

15 swiezych drozdzy lub 1 1/2 lyzeczki instant
2 lyzeczki slodu diastatycznego w proszku
350g letniejwody
600g bialej pszennej maki chlebowej (mozna mieszac z Manitoba)
2 lyzeczki soli
4 lyzki oleju

2 lyzki syropu slodowego
1-2 bialka roztrzepane z 1 lyzka zimnej wody
mak, sezam do posypania

Drozdze rozprowadzam w wodzie. Do miski wsypuje make, slod i sol. Wlewam wode z drozdzami, mieszam, dodaje olej. Po dokladnym polaczeniu sie skladnikow, wykladam ciasto na stol i zagniatam je przez 8-10 minut, gluten ma byc mocno rozwiniety. Zostawiam na 1 godzine w temp 24C.

Wyjmuje ciasto na stol, dziele na 20 czesci (ok. 48g kazda) i z kazdej formuje ksztaltne okragle buleczki. Zostawiam je na 5-10 minut, po czym splaszczam je nieco i kciukiem robie dziurke w srodku kulki. Na palcu lub drewnianym trzonku obracam ciastem, az dziurka w srodku stopniowo sie powiekszy, a musi byc dosc spora (zmniejszy sie znacznie podczas rosniecia ciasta).

Zostawiam bagles do wyrosnecia na 10-15 minut. Rozgrzwam piec do 220C i na ogniu stawiam duzy garnek z woda i dodatkiem ekstraktu slodowego. Gdy woda zawrze, zmniejszam ogien odrobine i wkladam po kilka buleczek. Gotuje 1 minute i przekladam je na druga strone. Wyjmuje na czyste plotno po 30 sekundach. Gdy przestygna, ukladam je na naoliwionej blasze, smaruje bialkiem, posypuje makiem, sezamem, lub zostawiam "golaski". Pieke 30 minut.

Tom Jaine, autor ksiazki "Making Bread at Home", z ktorej pochodzi powyzszy przepis (nieco zmodyfikowany przeze mnie), jest niezwykle barwna postacia. Pewnego dnia kompletnie zdegustowany jakoscia wspolczesnych wyrobow piekarniczych postanowil wybudowac tradycyjny, opalany drewnem piec i zaopatrzac wspolmieszkancow swojej wsi w pieczywo godne swojej nazwy.

To, czy zechcecie skorzystac ze wszystkich trzech przepisow, zostawiam wylacznie Waszej decyzji. Propozycje, jak widac, sa rozne i mam nadzieje, trafia w gusta wiekszosci.
Zycze powodzenia - niech Wam sie upiecze!

Tuesday, 6 October 2009

Panini na lunch dla dwojga

Od dziecka lubilam zapiekanki chlebowe. Ze szczeniecych lat pamietam cieniutkie bagietki z serem i pieczarkami kupowane z ulicznych budek, pamietam jak dzis: zamiast cebulki okraszano je posiekanymi porami i ja je uwielbialam! Wlasciwie do dzis lubie i robie je czasem, obsypujac obficie zielonymi czesciami porow.

Mniej wiecej w tym samym czasie odkrylam niepozorne miejsce, w ktory serwowano "tosty" i bynajmniej nie chodzi mi o chleb z tostera ;D Chleb z ktorego przygotowywano owe zapiekanki jedynie ksztaltem przypominal chleb tostowy i co bylo ogromnym zaskoczeniem mial zdecydowanie zakwasowy posmak. A a w srodku "tosta"...mmmm... lawa pysznego sera, goracy plasterek pomidora i ogorka kiszonego, pieczarki, czasem kawalek szynki...mmm.... nie moglam przejsc obok...

Oczywiscie nadal lubie zapiekanki, teraz jednak nazywaja sie one nieco bardziej poprawnie: sizzlers (ach te cudowne Beef Sizzlers z Barbakanu), jaffles, melts czy grillowane panini. Ba, mam nawet w domu specjalna praske do ich produkcji i nierzadko, gdy tylko ktos mi towarzyszy w porze lunchu, wyciagam z szafy moja maszyne i grilluje dla nas przepyszne gorace kanapki, takie jak ta:


Panini z prosciutto, provolone i koktailowych pomidorkow (2 porcje)


4 duze kromki dobrego chleba, najlepiej zytnio -pszennego zakwasowca
4 plastry prosciutto
150g provolone, w plasterkach
10 koktailowych pomidorkow, przecietych na pol, nadal zlaczonych
swiezo mielony czarny pieprz

Wlaczylam praske i gdy sie nagrzewala, przygotowalam kanapki. Na dwa kromki chleba wylozylam pod 2 plasterki szynki, przykrylam plasterkami sera, tu i owdzie ulozylam pomidorki, obsypalam calosc pieprzem i przykrylam druga kromka chleba. Kanapki wylozylam na rozgrzana praske. Grilowalam ok. 3-4 minut, az nabraly pieknego koloru.

Taki sam efekt mozna uzyskac na grillowej patelni, wystarczy przycisnac kanapki ciezka pokrywka i zapiec z obu stron. Polecam!


Mozna oczywiscie eksperymentowac z innymi serami - swietnie pasuje tu Taleggio, fontina, a nawet mozzarella. Kanapki mozna przygotowac duzo wczesniej, zawinac je szczelnnie i przechowac w lodowce. Zgrillowac tuz przed podaniem. Zycze smacznego :D

Monday, 5 October 2009

A na deser ..."Indian Summer"

W niedziele zawsze goscimy babcie, przyjezdza o 3 po poludniu i zostaje na obiedzie. Zaserwowalam wczoraj obiecane curry z jagnieciny (khara masala lamb), owocowy ryz i ogorkowa raite i deser oczywiscie... a ten mial byc slodki, pyszny i szybki...

'"Slodki i pyszny" to zaden problem', pomyslalam, lecz niestety jedyne co przychodzilo mi do glowy to: albo nalezalo piec przez godzine albo przygotowanie zajmowalo pol popoludnia. Rzecz w tym, ze czasu mialam malo, co najwyzej 15 minut.

W koncu zdecydowalam, ze podam deser lodowy. Same lody "ukrecilam" wieczorem dnia poprzedniego i pozwolilam im porzadnie zamrozic przez noc. Wybralam przepis nietuzinkowy, gdzie wazny byl nie tylko aromat i smak, lecz rowniez tekstura - bardzo spodobal mi sie ich wyglad.

Teraz, gdy mialam juz lody, brakowalo mi tylko wafli jakowych i deser gotowy! Bajaderkowe gofry robilam juz z milion razy i pomyslalam, ze nadadza sie tutaj idealnie. Do ciasta dodalam lyzke utluczonych w mozdzierzu aromatycznych przypraw - *gozdzikow, cynamonu, pieprzu, galki, kardamomu i ziela angielskiego (nadmiar mozna zamknac szczelnie w sloiku i wykorzystac do owocowych wypiekow).

Powiem tylko, ze deser okazal sie wysmienity - polaczenie takich "jesiennych" gofrow z orzezwiajacymi lodami doskonale podkreslilo charakter wczorajszego popoludnia - swiecilo cudowne slonce, bylo cieplo i przyjemnie, jedynie delikatna bryza kolysala pozolklymi juz liscmi.
Moj kulinarny mariaz lata i jesieni nazwalam "Indian summer" ("babie lato")...

Jesienne gofry

2 szklanki maki
2 szklanki mleka
1 lyzka proszku do pieczenia
szczypta soli
1 lyzka zproszkowanych przypraw*
1/3 szklanki oleju
2 jajka, zoltka oddzielone od bialek

Rozgrzalam gofrownice (ok 15 minut). Wszystkie skladniki, oprocz bialek, ubilam mikserem. Bialka ubilam na sztywna piane i delikatnie wymieszalam z ciastem. Pieklam ok. 4 minut, studzilam w pozycji pionowej.


Lody cytrusowe z makiem

500ml smietanki kremowej (moja to double cream)
375g mleka
115g drobnego cukru
skorka z 1 pomaranczy, grube paski
skorka z 1 cytryny, grube paski
1 lyzka ekstraktu z wanilii
4 duze zoltka
125ml swiezowycisnietego soku z pomaranczy
skora otarta z 1/2 pomaranczy
skora otarta z 1/2 cytryny
2 lyzki niebieskiego maku

Do rondla wlalam smietanke, mleko, ekstrakt z wanilii, wsypalam cukier, skorki z cytrusow i gotowalam na srednim ogniu ciagle mieszajac, az cukier calkiem sie rozpuscil, a mikstura dochodzila prawie do wrzenia. Zdjelam szybko z ognia (nie moze zawrzec!), przykrylam rondel pokrywka i zostawilam na 15 minut. Przelalam calosc przez geste sito do czystego garnka i delikatnie podgrzalam.

W misce roztrzepalam zoltka i wlalam do nich 60ml (1/4 szklanki) goracej kremowej mikstury, ubijalam do uzyskania gladkiej konsystencji. Nastepnie dodalam reszte smietany. Calosc przelalam do czystego garnka i raz jeszcze podgrzewalam ciagle mieszajac. Po ok. 10 minutach masa zgestaniala, wtedy dodalam sok z pomaranczy, otarte skorki. Wystudzilam, a potem schlodzilam w lodowce.

Lodowa miksture wlalam do maszyny do lodow, w polowie czasu wsypalam mak. Gotowe przelozylam do pojemnika i wstawilam do zamrazalnika.

Przed podaniem lody wlozylam na 30 minut do lodowki.

Przepis na lody zmodyfikowalam nieco, oryginalny w ksiaze "Iced" (Murdoch Books). Polecam -
po prostu palce lizac! :D

Saturday, 3 October 2009

"Pieczenie z miska"

W Ikea bywam okazjonalnie, choc mam jedna zaledwie pare mil od domu. Gdy juz tam dotre, na dluzej zatrzymuje sie zwykle w czesci kuchennej, przebierajac bez pamieci w miseczkach, talerzach, salaterkach.

Przypadek chcial, ze dzis rano znalazlam sie w Ikei i jak zwykle "grzebalam w miskach", dwie juz mialam w koszu, gdy nagle moj wzrok powedrowal na polke z ogromnymi metalowymi misami. Alez sie ucieszylam! Wrocilam z "wycieczki" uradowana jak nigdy, moj maz, calkowicie zbity z tropu, widokiem zaledwie kilku przedmiotow, dopytywal sie natretnie "po co mi ta ogromna micha"...

Skad ta radosc i rzeczywiscie po co mi ta wielgachna 36cm metalowa miska?
Hmmm....do pieczenia chleba rzecz jasna!!!

Ale po kolei. Nieco ponad rok temu zachwycilam sie wygladem chlebow Teresy, szczegolnie fascynowala mnie skorka z charakterystycznymi "uszami" - cos co na chlebie mozna uzyskac w profesjonalnym piecu tylko. Moja radosc byla ogromna, gdy Teresa na swoim blogu zamiescila post o pieczeniu z pokrywka. Zapragnelam takiej pokrywki natychmiast i juz, a chleby z wielkimi "uszami" snily mi sie co noc. Niestety znalezienie brytfanny to cud - a te wiadomo czesto sie nie zdarzaja, nie to co w Ameryce, gdzie wszystko jest ogromne - samochody, domy, kuchnie, piece i rzecz jasna brytfanny - na ogromnego listopadowego indyka. W Ameryce tak, ale tu u mnie -niestety nie. Owszem, indyki w kazdym miesnym i to w roznych wielkosciach, ale takich brytfann z pokrywka nie ma! Szukalam rok i zrezygnowana, po odwiedzeniu tysiaca sklepow internetowych i tych z cegiel i mortartu rowniez, zmienilam taktyke, zaczelam poszukiwac duzej miski. Liczylam sie z faktem, ze nakrywanie i odkrywanie bedzie prezentowac swego rodzaju problem, zwlaszcza, ze miska "piecze sie" wraz z chlebem w 250C, pomyslalam jednak ze szczypce metalowe lub jakis uchwyt, moglyby zalatwic sprawe. Poszukiwalam miski duzej, takiej aby zmiescil sie pod nia bochenek 1, 5 - 2 kg i do niej nie przywarl. Wychodzilam ze sklepow z pustymi rekoma.

Dzis jednak moje poszukiwania zakonczone zostaly sukcesem - znalazlam w Ikei miske ze stali nierdzewnej, wystarczajaco gleboka, aby pomiescic duzy bochen chleba!

Wpadlam do domu i sprawdzilam natychmiast czy moje wczesniejsze "szacunki" byly dokladne. Miska idelanie pasuje do wnetrza pieca. Naprawde pasuje!

Natychmiast zabralam sie za przygotowanie prostego pszennego ciasta chlebowego, dodalam maki zytniej i wczorajszych ziemniakow. Ciasto roso, a ja zacieralam rece. Gdy chlebki dojrzewaly juz w koszach, wlaczylam piec, na dolnej polce umiescilam kamien. Gdy grzal sie juz z 50-55 minut (250C) na kamieniu ustawilam miske, dnem do gory. Wyrosniety bochenek wylozylam na lopate, otworzyalm piec i odziana w rekawice usunelam miske z kamienia, nacielam bochenek zsunelam go na goracy kamien. Manewrujac jednoczesnie spryskiwaczem w jednej rece i "wrzaca" miska w drugiej, szybko spryskalam bochenek ( 7-8 psikniec) i jeszcze szybciej nalozylam pokrywe. Zamknelam piec, natychmiast zmniejszylam temperature do 230C i pieklam tak 15 minut. Ostroznie zdjelam miske z chleba -bochenek wygladal cudownie, okraglutki, wyrosniety pieknie i z "uszami"!!! Wydal mi sie okrutnie blady jednak. Nastawilam wiec piec na kolejne 30 minut i pieklam obracajac bochenek co jakis czas.

Ponizej efekt mojego pierwszego pieczenia z miska ;D



Pszenny chleb z maka zytnia i ziemniakami (na 2 bochenki)

900g bialej pszennej maki chlebowej
100g maki zytniej razowej zarnowej
100g ziemniakow, ugotowanych i przecisnietych przez praske
600g wody temp. 22C
2 lyzeczki drozdzy instant
18g soli

Wszystkie skladniki wymieszalam, nastepnie zagniotlam delikatnie lepkie lecz elastyczne ciasto. Zostawilam do wyrosniecia na 2 godziny, skladajac ciasto po godzinie. Wyrosniete, podzielilam na 2 czesci, z jednej uformowalam luzna kule i zostawilam ja na 15 min., druga zlozylam i zostawilam na 45 minut. Pozniej, z tej pierwszej, uksztaltowalam boule i wlozylam ja do kosza zlaczeniem w gore. Zostawilam do ostatecznej fermentacji na 1 godzine w 23C. Podobnie postapilam z druga czescia ciasta.

W tym czasie rozgrzalam piec z kamieniem do 250C. Piec minut przed wlozeniem chleba do pieca na kamieniu ulozylam miske dnem do gory. Wyrosniety bochenek przelozylam na lopate, otworzylam piec, wyjelam miske, wierzch chleba nacielam szybko i zsunelam go na goracy kamien. Spryskalam chleb woda i szybko nalozylam goraca pokrywe. Pieklam 15 minut. Pokrywe ostroznie zdjelam i pieklam jeszcze 30 minut obracajac chleb co jakis czas, aby nabral koloru z kazdej strony. Studzilam na kratce.

Chleb ma cudowna skore i przepiekne "uszy". Jutro ciag dalszy "pieczenia z pokrywka"...


Wasza Ikea tez takie miski miec powinna. Miski nie sa drogie - warto sprobowac :D Goraco polecam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...