W poniedzialek na obiad podalam melanz warzywny z fasolka - pyszna, prosta gaskonska zupe Garbure; upieklam rowniez bochenek chleba, o bretonskim rodowodzie, ktorego suto omaczony wierzch zdobi bretonska fleur-de-lis. *
Przepis dostalam od iski (buziaki kochana) i jak zwykle troche w nim "nawywijalam". Zamiast na drozdzach przygotowalam chleb na zaczynie zakwasowym zytnim razowym. Przedstawiam wam le Floron, pyszny, pachnacy, rustykalny chleb o niecodziennym szarym wnetrzu:

Le Floron
Zaczyn:
30g zakwasu zyniego razowego akrywnego
80g wody
80g maki zytniej razowej
Skladniki zaczynu wymieszalam i zostawilam w temp. pokojowej na 14 godzin.
Ciasto wlasciwe:
500g bialej pszennej maki chlebowej
100g maki gryczanej
475g wody
15g soli
caly zaczyn
Zaczyn polaczylam z woda. Obie maki wymieszalam z sola i wlalam do nich rozwodniony starter. Wymieszalam porzadnie, pozniej wylozylam ciasto (mokre i lepkie) na stol i przez 10 minut wyrabialam metoda Bertineta. Ciasto jest luzne i takie ma byc. Zostawilam do wyrosniecia na 2 1/2 godziny, skladajac 2 razy, co 50 minut.
Wyrosniete ciasto lekko odgazowalam i podzielilam na dwie czesci, uksztaltowalam okragle bochenki i zlaczeniem w gore zostawilam w koszach do wyrosniecia na 2 godziny. Gdy ciasto roslo przygotowalam szablon lilijki (fleur-de-lis).
Piec rozgrzalam wraz z kamieniem do 250C. Wyrosniete bochenki kolejno wykladalam na lopate, na wierzchu ukladalam szablon, obficie posypywalam maka. Delikatnie szablon zdjelam, wzorek na chlebie pomalowalam woda i szybko nacielam bochenek dookola. Wsunelam chleb do naparowanego pieca, pieklam 10 minut (z para) w 250C, 10 minut w 230C i 10-15 minut dopiekalam w 210C.
Nasz wtorkowy obiad to dobrze wszystkim znana zupa cebulowa. Przepisow na nia jest ogrom i chyba kazdy ma swoj wlasny sposob przygotowywania tego klasyka. Dodam tylko, ze zrobilam do niej grzanki z Gruyere, jak rowniez ziolowe croutons. Tych ostatnich przygotowalam calkiem sporo, bo warto miec zapas, a swietnie sie przechowuja w szczelnie zamykanym sloju. Przed wyjsciem do pracy udalo mi sie tez upiec dwie porcje madeleines o smaku pomaranczowym.
Tego samego dnia rowniez zmuszona bylam uwarzyc nasz srodowy wieczorny posilek (caly dzien spedzilam w terenie, modlac sie aby nie spadl snieg i nie zaskoczyl mnie gdzies na wiejskiej drozce). Takze wczoraj raczylismy sie odgrzewanym Poulet Vallee D'auge - kurczakiem z jablkami i Calvadosem, do ktorego dzieci i maz przygotowali Gratin Dauphinois - zapiekane ziemniaki w smietanie w wersji z serem Gruyere - musze przyznac szczerze, ze zapiekanka wyszla im przednia! Kisses!
Dzis wrocilismy do zup. Zupa czosnkowa to wspanialy, pozywny rozgrzewacz - idealny na chlody i niedomagania. Uzylam mojej ulubionej odmiany czosnku Jolimont, ktora hoduje juz od 3 lat, ktora daje dobre polny i ktora swietnie sie przechowuje. Zadziwjajace jest to, ze kazda bulwa ma 11 zabkow czosnku - ni mniej ni wiecej!
Zupa czosnkowa znana jest i lubiana we wszystkich regionach Francji. W Prowansji, najpopularniejszy jest bardzo prosty wywar z czosnku i ziol z dodatkiem oliwy z oliwek, zwa go Aigo Bouido. Le Tourain, wersje zupy z poludniowego zachodu Francji, przygotowuje sie z tluszczem gesim. Moja zostala zageszczona odrobine maczystymi ziemniakami. Zapraszam :D
Francuska zupa czosnkowa
30 zabkow czosnku
125ml oliwy z oliwek
125g przerosnietego boczku, drobno pokrojonego
1-2 maczyste ziemniaki, pokrojone w kostke
1 1/2 litra dobrego wywaru drobiowego
bouquet garni (np. lisc laurowy, liscie selera naciowego, galazka tymianku, 3 galazki pietruszki zielonej)
3 zoltka
Zabki czosnku rozgniotlam nozem i pozbawilam ich lupinek. W rondlu o grubym dnie rozgrzalam lyzke oliwy i usmazylam na niej boczek, bez brazowienia (na srednim ogniu ok. 5 min.)
Dorzucilam czosnek i ziemniaki. Garnek przykrylam pokrywka, ogien zmniejszylam i dusilam tak wszystko ok. 5 minut. Gdy ziemniaki zmiekly, wlalam wywar drobiowy i wlozylam bouquet garni. Doprowadzilam do wrzenia, a potem gotowalam na wolnym ogniu przez 30 minut - w tym czasie ziemniaki powinny sie kompletnie rozpasc.
Zoltka wlalam do duzej miski i cieniutkim strumieniem zaczelam wlewac do nich oliwe ciagle ubiajajc trzepaczka. Gdy masa zgestniala dodalam stopniowo do niej goraca zupe. Nastepnie "przepuscilam" calosc przez sito, z powrotem do rondla. Podgrzalam (bez gotowania) i doprawilam.
Na drugie danie mielismy nalesniki (crepes) zapiekane z szynka, pieczarkami i Gruyere. Pycha!
* sprostowanie, bretonska fleur-de-lis to hermine i jak sie okazuje z podeslanego przez leloop linku, wyglada nieco inaczej niz powszechnie znana "lilijka". Le Floron upieke z pewnoscia jeszcze wiele razy i postram sie, zeby jego wierzch zdobil wlasciwy symbol.
Cóż: Vive la France!
ReplyDeleteKuchnia francuska jest chyba moją ulubioną. Wszystkie propozycje bym z chęcią spałaszowała.
I zupa i chlebek wygladają wspaniale...pozdrawiam.
ReplyDeleteJestem pod wrażeniem tygodniowego menu i zastanawiam się skąd na przygotowanie tego wszystkiego bierze się czas??? Imponujące.
ReplyDeleteojej , jaki ten chleb śliczny, tylko czy ja go będę umiała tak ładnie naciąć.....hm , czy będę:D
ReplyDeletePusia, ja bardzo bym chciała być twoją sąsiadka
Ależ to smakowicie opisałaś! :)
ReplyDeleteMożesz coś więcej napisać o tym czosnku - skąd go wziąć i jak hodować?
Vive la France, Ptasiu. Nie ukrywam, ze jest mi bliska tez, ale ja chyba lubie wiekszosc kuchni swiata ;D
ReplyDeleteKass, i zupe i chlebek mozesz sobie zrobic. Jestem pewna, ze Floron bedzie Ci smakowal!
caracordato, otoz, przez lata nuczylam sie dobrze planowac kuchenne prace. Dobrze zaplanowane menu i lista zakupow to chyba klucz do sukcesu. Praca, ogrod, dom, rodzina i inne hobby nie pozawalaja mi za zbytnia spontanicznosc w kuchni i wiele przeczy planuje tydzien wczesniej.
Margot, jestem pewna, ze bedziesz umiala. No slyszalam, ze sie z Joanna do mnie wybieracie ;DDD
ReplyDeleteNino, dziekuje. O czosnku napisze na pewno, niewylkuczone, ze o jego uprawie rowniez. Wkrotce.
Jestem zachwycona tym chlebkiem. Wyglada przepieknie :)
ReplyDeleteZdjecie czosnku swietne! A zupy czosnkowej jeszcze nigdy nie jadlam :(
male sprostowania:
ReplyDeletegramatycznie "a la francais" jest niepoprawne "la" oznacza rodzaj zenski a ten konczy sie zawsze litera "e" powinno byc "a la française"
symbolem Bretanii nie jest tak jak napisalas "fleur de lys", to od bodajze 11 wieku symbol krola Francji, symbolem jest tzw. l'hermine (czyli czarne ogonki na sobolowym futrze z grubsza ujmujac)
http://fr.wikipedia.org/wiki/Hermine_%28h%C3%A9raldique%29
kwiatek, ktory wycielas jako szablon to lilia krolewska, przeciwko ktorej bretonczycy czesto wystepowali.
http://www.fetedupain.com/15avril_recettes7et8.pdf tu jest zdjecie z "Twoim" chlebem i z prawidlowa l'hermine.
uklony z Bretanii
Dziekuje, majko, polecam czosnkowa.
ReplyDeleteLeloop, dzieki za sprostowania, rzeczywiscie "la francaise". Co do symbolu, info, ktore pojawilo sie w moim wpisie oparte jest na opisie Le Floron z ksiazki "La France Gastronomique" Anne Willan, p.47 "...chleb zdobi 'hermine', bretonska fleur-de-lis" i zdjeciu chleba z p. 49. Zdjecie nie jest az tak dobre aby moze bylo dojrzec ksztalt hermine, nie znalazlam zadnego pogladowego rysunku niestety. Dziekuje za link, nastepny le Floron bedzie z poprawnym symbolem.
dlatego ja sprawdzam po kilka razy gdy nie jestem czegos pewna, a i tak zdarzaja mi sie wpadki ;)
ReplyDeletenie ujmuje tej pani osiagniec kulinarnych ale widocznie nie dopatrzyla wszystkich szczegolow w swej ksiazce :) jezeli rzeczywiscie uzyla u siebie lilli krolewskiej (piszesz, ze zdjecie nie jest zbyt wyrazne) to paru Bretonczykow mogloby miec to jej za zle.
dziekuje, ze uwzglednilas moja uwage :)
ps. chetnie poczytam sobie o potrawach angielskich, w Bretanii jest mnostwo Anglikow i sa tez restauracje "very british", ja zakochalam sie w klasyce czyli "fish&chips" i w bozonarodzeniowych "mince pies"
pozdrawiam
Niby wiem, ze kazdy chleb ktory zobacze u Tetter bedzie piekny, ale i tak za kazdym razem jestem zauroczona :-)
ReplyDeleteTo sie bardzo ciesze, buru, buziaki :*
ReplyDelete