Friday, 29 January 2010

Treacle Tart

Byly juz zupy, zapiekanki i "smarowidlo" do chleba. Zatem trzeba uzupelnic nasze menu - brakuje czegos slodkiego.



Brytyjskie slodkosci nie sa skomplikowne ani w skladnikach ani w metodzie przygotowania. Uwazam ze to niezwykle atrakcyjna cecha, bo choc uwielbiam "trudne" chleby to ciasta wole proste i "szybkie". W kazdym razie przecietny deser czy ciasto z przepisu gospodyn brytyjskich mozna wykonac w pol godziny, co najwyzej godziny.

Jesli jeszcze nigdy nie mieliscie okazji probowac angielskich slodkich tart, top na poczatek polecam Wam te ponizej. We swojej wspolczesnej formie Treacle Tart zawiera golden syrup (inwertowany cukier), ale do pierwowzoru ciasta dodawano treacle - syrop pozostajacy po krystalizacji cukru. Najciemniejszy taki syrop to znana wszytskim molasa. Ponoc pomysl na te tarte powstal przy wyrobie pierwszych gingerbread -kiedy to mieszano ze soba miazsz chleba, miod i przyprawy. Pod koniec XIX wieku zamieniono molase na golden syrup, pozostala jednak dawna nazwa.

Moja wersja tej tarty jest czesto przyprawiana imbirem i oprocz soku, zawsze dodaje do nadzienia skorke z cytryny.




Treacle Tart

Kruche ciasto:
115g maki zwyklej
90g masla (lub po 45g masla i smalcu)
2-3 lyzki lodowatej wody

Maslo (tluszcze) siekam z maka, skrapiam woda, mieszam, zagniatam szybko ciasto, zawijam w folie i wkladam do lodowki na min. 30 minut. Ciasto rozwalkowuje cienko i wykladam nim foremke do tart (1 duza lub 6 malych), rezerwujac scinki ciasta. Wkladam z powrotem do lodowki. Gdy ciasto sie chlodzi przygotowuje nadzienie.

Nadzienie:
300g golden syrup
25g masla
skorka i sok z jednej cytryny
50g bulki tartej
1/4 - 1/2 lyzeczki mielonego imbiru

mleko do smarowania wierzchu ciasta

Piec rozgrzewam do 200C.

Do rondla wkladam gloden syrup, maslo, skorke i sok z cytryny. Podgrzewam na malenkim ogniu, mieszajc, az wszystkie skladniki polacza sie. Foremki z ciastem wyjmuje z lodowki.
Bulke tarta lacze imbirem i taka mieszanka posypuje spody ciasta. Na to wylewam syrop z dodatkami (2/3 wysokosci). Rozwalkowuje zarezerwowane ciasto i tne na paski lub specjalnym walkiem wycinam kratke (lattice), ukladam na wierzchu tarty i smaruje mlekiem. Foremki ustawiam na blasze i wkladam do goracego pieca. Pieke 25 - 30 minut z termoobiegiem.



Moje dzieci lubia te tarte z lodami smietankowymi. Bita smietana rowniez pasuje.

Thursday, 28 January 2010

Potted Cheese

W trakcie naszej kulinarnej wycieczki po Wielkiej Brytanii, nie mozemy nie odwiedzic Somerset. To kraina morza i rozleglych plazy, cudownych krajobrazow i dech zapierajacych bajkowych wioseczek, miast i miasteczek, ktorych historia siega najodleglejszych czasow. Somerset slynie z legend, na przyklad tych o krolu Arturze i Guinevere, o Jozefie z Arimatei, o jablkowym wzgorzu. "Gwlad yr haf", jak zwali te kraina, jej mieszkanicy poprzedzajacy Anglow i Saxonow, to rowniez kolebka rozmaitych zwyczajow kultywowanych do dzis (Wassailing) i kuchni polagajacej w glownej mierze na lokalnych produktach. Miejscowe piekarnie wypiekaja doskonalej jakosci pieczywo z lokalnie wyhodowanego zboza. To tutaj, w miasteczku Cheddar warzy sie nadal ( Gorge Cheese Company) jeden z najslynniejszych i najpyszniejszych serow swiata - Cheddar Cheese. Zyzne ziemie tej kariny daja wysmienite w smaku truskawki, a niezliczone sady jablkowe zaopatruja wytwornie cydru. Tutaj tez, w okolicy Yeovil, produkuje sie pyszne masla, smietany i jogurty, wszystko z mleka organic.



Kuchnia regionu opiera sie w glownej mierze na wykorzystaniu w daniach - sera, mleka, masla, jaj i owocow. Bardzo popularne sa potted cheeses i przepis ponizszy to moja proba odtworzenia, serowej pasty, ktora kiedys mialam okazje jesc w jednym z B&B w Somerset:


Pasta serowo-orzechowa

200g sera Cheddar, startego na tarce
70g masla, miekkiego
50g orzechow wloskich z grubsza posiekanych
olej z orzechow wloskich
sos Worcestershire
sol
pieprz

Starty ser lacze z maslem, ucieram dodajac odrobine oleju z orzechow wloskich i kilka kropel sosu Worcestershire. Doprawiam do smaku sola i pieprzem, na koniec dodaje posiekane orzechy. Mieszam. Paste przechowuje w temperaturze pokojowej, bardzo cieplym latem w lodowce. Mozna dodac odrobine pasty pepperoncino albo suszone ziola albo szczypiorek.

Pasta taka mozna okrasic kawalki chleba, krakersy, mace, breadsticks. Swietnie smakuje z relishem, na przyklad wspomnianym wczoraj - Branston Original albo, kiedy indziej opisywanymi, marynowanymi orzechami wloskimi. I do tego pyszne soczyte jablko - Egermont Russet - moje ulubione. Polecam!

Wednesday, 27 January 2010

Meat and Potato Pie

Jest taka wies, na poludniowy-wschod od Huddersfield (West Yorkshire), ktora nie slynie z zabytkowego kosciolka ani nawet z ogolnej "urokliwosci" (jak wiele brytyjskich wiosek), ale z wypieku pies. Zwie sie Denby Dale i jej mieszancy, jak i wszyscy, ktorzy ja znaja, lubia o niej mowic: "the Pie Village". A wszystko zaczelo sie gdy, w 1788 roku, aby uczcic powrot do zdrowia krola Jerzego (George III), upieczono pie w jednym z lokalnych pubow i nakarmiono nia mieszancow, zbierajac ich na pobliskim polu. Od tamtej pory wypieczono w Denby Dale wiele podobnych w rozmiarze "zapiekanek", celebrujac rozmaite wazne okazje narodowe. Najokazalsza pie wazyla 12 ton!!!

Jedna z moich ulubionch pies jest Meat and Potato Pie. Po raz pierwszy jadlam ten tradycyjny przysmak kuchni polnocno-zachodniej Anglii lata temu w Bonfire Night. Nasi nowi sasiedzi (ale to my bylismy "nowi") zaprosli nas na male ognisko do swojego ogrodu. I w te zimna listopadowa noc stalismy wokol ognia, zajadajac male zapiekanki z kruchego ciasta wypelnione pysznym sosem i ziemniakami. To bylo to, ognien ogrzewal nas od zewnatrz, a zjadane jadna po drugiej pies, rozgrzewaly nasze wnetrza. Przepis zabralismy do domu i przez lata niewiele w nim zmienajac ...bo zwyczajnie nie bylo takiej potrzeby (Pete and Tracy Kisses :D).

A dzis receptura dziele sie z Wami...


Meat and Potato Pie

Ciasto:
310g maki pszennej
90g masla
90g smalcu
5-6 lyzek lodowatej wody

Make przesiewam do miski, dodaje pokrojony w kostke zimny tluszcz i siekam nozem az skladniki sie polacza i otrzymam malenkie okruszki. Nastepnie skarpiam ciasto woda i lacze w kule. Chwilke zagniatam na stole. Zawijam w folie i wkladam do lodowki na min. 30 minut. Ciasta jest wystraczajaco duzo aby wylozyc nim spod i boki sporego naczynia do zapiekania i upiec jedna pie "rodzinnego" rozmiaru, przykryta rowniez ciastem do gory. Mozna rowniez ciasto i farsz podzielic i wypelnic nimi male naczynia do zapiekania. Farsz mozna przygotowac duzo wczesniej.

Farsz:
700g najlepszej mielonej wolowiny
1-2 cebule, drobno pokrojone
2 zabki czosnku, zmiazdzone
olej do smazenia
2 czubate lyzki maki zwyklej
250-300ml wolowego wywaru
2 lyzki pomidorowego puree
3-4 lyzki Original Branston Pickle lub Brown Sauce
2 ogromne ziemniaki, obrane i pokrojone w kostke
sol
pieprz

Olej rozgrzewam w duzej patelni, dodaje cebulke i smaze ja kilka minut az sie zeszkli, ale nie zbrazowieje. Dorzucam czosnek i mieso. Smaze tak dlugo az mieso zbrazowieje (ok.5 min), posypuje maka i dobrze mieszam, nadal smazac. Do miesa wlewam wolowy rosol, mieszajc dodaje pomidorowe puree, Branstons Pickle i ziemniaki. Doprowadzam do wrzenia, zmniejszam ognien i gotuje tak z 30-40 minut. Gdy sos zgestnieje, a ziemniaki sa ugotowane, doprawiam wszystko do smaku i zostawiam do przestygniecia.

Ciasto dziele i kazda czesc rozwalkowuje (raczej cienko). Jednym kawalkiem wykladam naczynie do zapiekania. Do srodka wkladam zimny farsz i przykrywam go druga czescia ciasta, dobrze dociskam brzegi. Wierzch maluje pedzlem maczanym w mleku, robie kilka naciec, aby para mogla swobodnie uciekac i wkladam do goracego pieca. Pieke w 200C (z termoobiegiem) przez 30-35 minut, az wierzch ciasta ladnie sie zezloci.

Tradycyjnie Meat and Potato Pie podaje sie z groszowym i ziemniaczanym puree i gravy.
My wolimy podac do pie marynowane cebulki, ogorki i buraczki konserwowe.
Smacznego!

Tuesday, 26 January 2010

"London Particular"

Geste, zielono - brazowe opary znane jako londynska mgla byla groznym dla zycia zjawiskiem pojawiajacym sie w zimie, w stolicy od poczatku Rewolucji Przemyslowej, az do lat 60 ubieglego stulecia! Nazywano ja "pea-soupers". Charles Dickens w powiesci Bleak House opisal owa londynska mgle jako "London particular" ("This is a London particular", "I had never heard of such a term." "A fog, miss" said the young gentleman.) i wkrotce London Particular stal sie terminem dla obu: mgly i zupy groszkowej. Mgla pochlonela zycie wielu i wlasciwie oprocz koloru wszelkie inne skojarzenia z zupa byly niesprawiedliwe. Zupa jest delikatna, rozgrzewajaca, cudownie aksamitna i po prostu pyszna. Nijak sie to ma do kwasnego zapachu i metnego chlodu mgly.

Zupa groszkowa, ma rodowod sredniowieczny, a najwyzsze notowania popularnosci zdobyla w XIX wieku i ponoc pod nazwa "London Particular" pojawila sie po raz pierwszy w menu restauracji Simpson’s in the Strand. Obecnie istnieje wiele wersji tej zupy, zaleznie od regiony kraju. Na przyklad, w Irlandii do wywaru dodaja nozke wieprzowa i zwa zupe: Crubeen Pea Soup.

W naszym domu czesto pojawia sie na zimowe obiady i spozywamy ja jak "goracy kubek", czasem okraszajac malenkimi grzankami i posypka z ziol. Coz tu moge jeszcze dodac...proper English food with a proper English name ;D



London Particular

3 plastry przerosnietego boczku, bez skorki, pokrojone w kostke
1 duza cebula, pokrojona w kostke
2 marchewki, pokrojone
450g suchego zielonego groszku, namoczonego w zimnej wodzie przez noc
2.3 l rosolu warzywnego lub z kurczaka
sol pieprz
1 lyzeczka sosu Worcestershire (opcjonalnie)
grzanki (opcjonalnie)
ziola (opcjonalnie)

Do duzego garnka wkladam pokrojony boczek i smaze az wytopi sie tluszcz, dodaje cebulke i marchewke i dalej smaze mieszajc, az warzywa wchlona tluszcz. Odcedzam groszek i wsypuje go do garnka. Wlewam rosol, wszystko doprowadzam do wrzenia, a pozniej na malym ogniu gotuje ok. 2 godzin.

Blenduje lub przecieram przez sito. Doprawiam sola i pieprzem, sosem Worcestershire i podaje.

Monday, 25 January 2010

Burns' Night

"Fair fa' your honest, sonsie (cheerful) face,
Great chieftain o the puddin'-race!
Aboon(above) them a' ye tak your place,
..."
~Rabbie Burns "Address to a Haggis".

Gdziekolwiek w swiecie, szkocka brac swietuje dzis, 25 stycznia, dzien urodzin swego narodowego barda -Rabbie Burns. Rozgrzani cieplem ognia i whisky zebrani recytuja wiersze (obowiazkowo kilka zwrotek"Address to a haggis"). Jeden po drugim wznosza toasty, ucztujac przy dzwiekach szkockich nut. A na stolach to, co 200 i wiecej lat temu: haggis, bashed neeps (lub neeps and tatties), scotch broth, i oczywiscie whisky, nastepca dawnej uisge beatha - wody zycia.*



A ze dzis rozpoczelismy nowa kulinarna zabawe - Dni Kuchni Brytyjskiej - i u nas szkockich specjalow nie barkowalo. Byl wiec haggis - ogromna i okragla szkocka barania kielbasa (ksztaltem przypominajaca polski salceson), na ktorej wnetrze skladaja sie sie owcze podroby jak serce, watroba, pluca. Byly bashed neeps czyli puree z brukwi i masla, doprawione sola, mielonym bialym pieprzem i imbirem, i obficie posypane szczypiorkiem. Uczte jednak zaczelismy od znanej szkockiej zupy Scotch Broth, o wiejskim charakterze, do ktorej dodac mozna wlasciwie wszystko co jest w sezonie. Odrobina miesa (albo i nie), perlowy jeczmien i warzywa sa jej podstawa.

Scotch Broth

900g kawalek jagnieciny lub baraniny, z koscia
2-2 1/1 litra wody
150g prelowego jeczmienia
125g suchego zielonego groszku (marrowfat peas), namoczonego przez noc
bouquet garni (lisc laurowy, 2 galazki zielonej pietruszki, 2 galazki tymianku)
1 duzy por, pokrojony na male kawalki
1 srednia cebula, drobno pokrojona
1 mala rzepa, pokrojona w kostke
1/2 malej glowki kapusty wloskiej (Savoy)
zielona pietruszka, posiekana
sol pieprz

Umyte i pozbawione nadmiaru tluszczu mieso wlozylam do garnka, zalalam je zimna woda. Doprowdzilam do wrzenia, zdjelam "szum", dodalam jeczmien, bouquet garni, sol i pieprz. Gotowalam ok. 2 godzin na wolnym ogniu. Nastepnie do wywaru dodalam warzywa (oprocz kapusty) i dalej gotowalam ok. godziny. Mieso wyjelam, wystudzilam, oddzielilam od kosci, pokroilam na male kawalki. Do zupy dodalam teraz poszatkowana kapuste i gotowalam jeszcze 20-30 mint. Doprawilam do smaku. Podalam z miesem.

Zupe mozna przygotowac rowniez na gotowym wywarze miesnym, lub w wersji wegetraianskiej - jest rownie pyszna.

* dodatkowe informacje znajdziecie:
Rabbie Burns - The Man

Sunday, 24 January 2010

"Grand Finale"

Po wczorajszym lunchu, ktory skladal sie, rzecz jasna, z francuksich potraw - Oeufs en Cocotte czyli jajek zapiekanych z pieczarkami, szynka, serem i smietanka wzbogacona ziolami (pietruszka zielona, trybula i szczypiorkiem), szpinakowego puree, pieczarek "a la greque" i anchoiade - pasty ze "sledzikow" anchovy (ktore wcale sledzikami nie sa, to rodzaj sardeli), czosnku i czarnych oliwek, ktora rozsmarowalismy na bagietkowych grzankach, przyszla dzis pora na zakonczenie Tygodnia Kuchni Francuskiej. I zakonczylismy w bardzo grand stylu - obiadem godnym krola...francuskiego oczywiscie ;D

Na danie glowne od dawna juz mialam ochote. Za kazdym razem gdy przerzucalam kartki "The Food of France - a journey for food lovers" zatrzymywalam sie na stronie z przepisem na poledwiczki wieprzowe z suszonymi sliwkami, czytajac spis skladnikow wyobrazalam sobie wyglad i smak calego dania i dzis musze przyznac nieskromnie, ze wobraznie mam nie od parady ;D Przepis odrobine zmienilam - nie przecedzilam sosu i dodalam rowniez do niego sok z gotowania sliwek. Wyszlo naprawde wspaniale danie, a uczty dopelnily: Pommes Anna i moja ukochana salatka na cieplo. Zapraszam...





Poledwiczki wieprzowe z suszonymi sliwkami

800g wieprzowych poledwiczek (2 filety)
16 suszonych sliwek (z pestakmi lub nie)
1 lyzka oleju
50g masla
1 cebula, drobno posiekana
150ml bialego wina
280ml wywaru z kurczaka
1 lisc laurowy
2 galazki tymianku
250ml kremowej smietanki

Oczyszczone z nadmiaru tluszczu i membran poledwiczki pokroilam ukosnie na grube plastry (5-6 z 500g). Sliwki wlozylam do rondelka, zalam zimna woda i zagotowalam, zmniejszylam ogien i gotowalam jeszcze 5 minut. Odcedzilam na sicie (rezerwujac sok).

Na duzej patelni o grubym dnie, rozgrzalam olej i polowe masla. Gdy maslo zaczelo sie pienic wlozylam plastry miesa i smazylam z obu stron az byly dobrze w srodku ugotowane. Wylozylam do miski, przykrylam i zostawilam w cieple. Tluszcz ze smazenia wylalam i rozpuscilam na patelni reszte masla, wsypalam pokrojona cebulke i smazylam az zmiekla (nie brazowic!). Wlalam wino, doprowadzilam do wrzenia, pozniej na malym ogniu gotowalam 2-3 minuty. Dolalam wywar z kurczaka, ziele angielkie i galazki tymianku i nadal gotowalam (na malym ogniu) ok. 10 minut, az sos zredukowal sie o polowe.

Przepis zalecal aby przecedzic sos i zostawic tylko jego czesc plynna, ja lubie jednak sosy z kawalkami cebulki (ktora wlasciwie zaczela sie juz rozpadac), wiec nie przecedzalam. Na patelnie z sosem wlozylam sliwki i wlalam smietanke. Gotowalam ok. 8 minut. Znow odstapilam od przepisu i dolalam kilka lyzek zarezerwowanego soku z gotowania sliwek ( i moim zdaniem to bylo dobre odstepstwo - sos, delikatnie kwasny, stal sie teraz delikatnie slodko-kwasny).Do gotowego sosu wlozylam mieso i podgrzewalam wszystko razem przez kilka minut. Bardzo, bardzo pyszne.

Wspomiana wyzej salatka na cieplo to naprawde wyjatkowe danie. Latem przyrzadzam ja z zielonym groszkiem, a zima wole ja z ugotowanymi marrowfat peas - zielonym groszkiem, ktory dojrzewa i schnie w lupince, na roslinie. Sa w niej rowniez szalotki, ktorych mam zawsze cala grzadke, i krucha salata "lodowa" - wszystko polaczone prostym sosem.

Moja ulubiona salatka na cieplo

50g masla
16 szalotek
500g swiezego zielonego groszku lub marrowfat peas
250g salaty lodowej, poszatkowenej cienko
2 galazki pietruszki zielonej (obojetnie jakiej)
1 lyzeczka drobnego cukru
125ml wywaru z kurczaka
1 lyzka maki zwyklej

Na patelni stapiam 30 g masla, dodaje obrane szalotki i obsmazam je przez minute, dwie. Teraz dodaje salate, galazki pietruszki, cukier i groszek zielony (jesli uzywam swiezego). Wlewam wywar z kurczaka, dobrze mieszam, przykrywam patelnie i na malym ogniu gotuje wszystko przez 15 minut. Wyjmuje pietruszke i teraz tez dodaje ugotowane marrowfat peas (jesli nie uzywam swizego groszku). Mieszam make z maslem na paste (beurre manie) i dodaje stopniowo do warzyw. Gdy sos juz zgesteniej, doprawiam do smaku.

Joanno, dziekuje Ci za zorganizowanie i prowadzenie tego tygodnia kulinarnego...bawilam sie wspaniale i najedlismy sie do syta ;D

Saturday, 23 January 2010

Dni kuchni brytyjskiej

Zapraszam do kolejnego wspolnego gotowania. Od najblizszego poniedzialku do niedzieli przyrzadzimy potrawy z bogatego jadlospisu kuchni brytyjskiej. Kuchni malo znanej i czesto wysmiewanej - czy slusznie sprawdzimy juz w przyszlym tygodniu.





Thursday, 21 January 2010

Tydzien Kuchni Francuskiej

Joanna z forum CinCin zorganizowala dla nas nowa zabawe kulinarna. W poniedzialek (18 stycznia) rozpoczelismy tydzien potraw a la francaise, tych dobrze znanych i tych mniej popularnych - wystarczy tylko zajrzec na cincinowy watek, zeby zobaczyc ile roznorodnych potraw dziewczyny zdolaly juz przygotowac. Co wazniejsze, przepisy natychmiast trafiaja do odpowiednich dzialow i kazdy moze od razu z nich korzytac.

W poniedzialek na obiad podalam melanz warzywny z fasolka - pyszna, prosta gaskonska zupe Garbure; upieklam rowniez bochenek chleba, o bretonskim rodowodzie, ktorego suto omaczony wierzch zdobi bretonska fleur-de-lis. *

Przepis dostalam od iski (buziaki kochana) i jak zwykle troche w nim "nawywijalam". Zamiast na drozdzach przygotowalam chleb na zaczynie zakwasowym zytnim razowym. Przedstawiam wam le Floron, pyszny, pachnacy, rustykalny chleb o niecodziennym szarym wnetrzu:





Le Floron

Zaczyn:
30g zakwasu zyniego razowego akrywnego
80g wody
80g maki zytniej razowej

Skladniki zaczynu wymieszalam i zostawilam w temp. pokojowej na 14 godzin.

Ciasto wlasciwe:
500g bialej pszennej maki chlebowej
100g maki gryczanej
475g wody
15g soli
caly zaczyn

Zaczyn polaczylam z woda. Obie maki wymieszalam z sola i wlalam do nich rozwodniony starter. Wymieszalam porzadnie, pozniej wylozylam ciasto (mokre i lepkie) na stol i przez 10 minut wyrabialam metoda Bertineta. Ciasto jest luzne i takie ma byc. Zostawilam do wyrosniecia na 2 1/2 godziny, skladajac 2 razy, co 50 minut.

Wyrosniete ciasto lekko odgazowalam i podzielilam na dwie czesci, uksztaltowalam okragle bochenki i zlaczeniem w gore zostawilam w koszach do wyrosniecia na 2 godziny. Gdy ciasto roslo przygotowalam szablon lilijki (fleur-de-lis).

Piec rozgrzalam wraz z kamieniem do 250C. Wyrosniete bochenki kolejno wykladalam na lopate, na wierzchu ukladalam szablon, obficie posypywalam maka. Delikatnie szablon zdjelam, wzorek na chlebie pomalowalam woda i szybko nacielam bochenek dookola. Wsunelam chleb do naparowanego pieca, pieklam 10 minut (z para) w 250C, 10 minut w 230C i 10-15 minut dopiekalam w 210C.

Nasz wtorkowy obiad to dobrze wszystkim znana zupa cebulowa. Przepisow na nia jest ogrom i chyba kazdy ma swoj wlasny sposob przygotowywania tego klasyka. Dodam tylko, ze zrobilam do niej grzanki z Gruyere, jak rowniez ziolowe croutons. Tych ostatnich przygotowalam calkiem sporo, bo warto miec zapas, a swietnie sie przechowuja w szczelnie zamykanym sloju. Przed wyjsciem do pracy udalo mi sie tez upiec dwie porcje madeleines o smaku pomaranczowym.

Tego samego dnia rowniez zmuszona bylam uwarzyc nasz srodowy wieczorny posilek (caly dzien spedzilam w terenie, modlac sie aby nie spadl snieg i nie zaskoczyl mnie gdzies na wiejskiej drozce). Takze wczoraj raczylismy sie odgrzewanym Poulet Vallee D'auge - kurczakiem z jablkami i Calvadosem, do ktorego dzieci i maz przygotowali Gratin Dauphinois - zapiekane ziemniaki w smietanie w wersji z serem Gruyere - musze przyznac szczerze, ze zapiekanka wyszla im przednia! Kisses!

Dzis wrocilismy do zup. Zupa czosnkowa to wspanialy, pozywny rozgrzewacz - idealny na chlody i niedomagania. Uzylam mojej ulubionej odmiany czosnku Jolimont, ktora hoduje juz od 3 lat, ktora daje dobre polny i ktora swietnie sie przechowuje. Zadziwjajace jest to, ze kazda bulwa ma 11 zabkow czosnku - ni mniej ni wiecej!

Zupa czosnkowa znana jest i lubiana we wszystkich regionach Francji. W Prowansji, najpopularniejszy jest bardzo prosty wywar z czosnku i ziol z dodatkiem oliwy z oliwek, zwa go Aigo Bouido. Le Tourain, wersje zupy z poludniowego zachodu Francji, przygotowuje sie z tluszczem gesim. Moja zostala zageszczona odrobine maczystymi ziemniakami. Zapraszam :D


Francuska zupa czosnkowa

30 zabkow czosnku
125ml oliwy z oliwek
125g przerosnietego boczku, drobno pokrojonego
1-2 maczyste ziemniaki, pokrojone w kostke
1 1/2 litra dobrego wywaru drobiowego
bouquet garni (np. lisc laurowy, liscie selera naciowego, galazka tymianku, 3 galazki pietruszki zielonej)
3 zoltka

Zabki czosnku rozgniotlam nozem i pozbawilam ich lupinek. W rondlu o grubym dnie rozgrzalam lyzke oliwy i usmazylam na niej boczek, bez brazowienia (na srednim ogniu ok. 5 min.)
Dorzucilam czosnek i ziemniaki. Garnek przykrylam pokrywka, ogien zmniejszylam i dusilam tak wszystko ok. 5 minut. Gdy ziemniaki zmiekly, wlalam wywar drobiowy i wlozylam bouquet garni. Doprowadzilam do wrzenia, a potem gotowalam na wolnym ogniu przez 30 minut - w tym czasie ziemniaki powinny sie kompletnie rozpasc.

Zoltka wlalam do duzej miski i cieniutkim strumieniem zaczelam wlewac do nich oliwe ciagle ubiajajc trzepaczka. Gdy masa zgestniala dodalam stopniowo do niej goraca zupe. Nastepnie "przepuscilam" calosc przez sito, z powrotem do rondla. Podgrzalam (bez gotowania) i doprawilam.

Na drugie danie mielismy nalesniki (crepes) zapiekane z szynka, pieczarkami i Gruyere. Pycha!

* sprostowanie, bretonska fleur-de-lis to hermine i jak sie okazuje z podeslanego przez leloop linku, wyglada nieco inaczej niz powszechnie znana "lilijka". Le Floron upieke z pewnoscia jeszcze wiele razy i postram sie, zeby jego wierzch zdobil wlasciwy symbol.

Monday, 18 January 2010

O ziarnku maku...

A wlasciwie o ziarenkach, z pewnoscia nie wierszowo, choc wyznac musze, ze kazdym razem gdy makowe gotowanie przed nami, recytujemy sobie: "Na ziarnku maku stoi maly dom, pieski szczekaja na ksiezyc makowy..."* mino, ze wiersz o gotowaniu (nawet o maku) nie jest wcale.

Tak wiec o maku dzis bedzie, konkretnie o papaver somniferum (luzno tlumaczac: "przynoszace sen"), bo to naprawde wyjatkowy skladnik rozmaitych dan chyba wszystkich kuchni swiata. Na pewno bardzo popularny w Europie, Amerykach i Azji. Uprawiany oczywiscie nie tylko ze wzgledu na jego atrybuty konsumpcyjne, ale takze farmaceutyczne (morfina kodeina), jak rowniez estetyczne. Szczerze powiem, ze nie wyobrazam sobie mojego ogrodu bez makow i uprawiam kilka ich rodzjow. Po przekwitnieciu, kwiaty zamieniaja sie w piekne zielone makowki, ktore zostawione na wietrze przeistaczaja sie w makowe "grzechotki". Cudownie wygladaja w zimowych bukietach. Ziarenka w nich zawarte maja szerokie zastosowanie -tloczy sie z nich jadalny olej, o lekko orzechowym smaku, doskonaly do salatkowych dressingow (makowy olej uzywany jest takze w produkcji mydla i farb malarskich artystycznych). Suche nasiona maku moga miec kilka kolorow: niebieski, ciemnoszary (Maw), brazowy(turecki) i bialy (khus-khus). Ten ostatni najbardziej powszechnie znany w Azji, jest stalym skladnikiem kuchni hinduskiej. Ziarenka maku maja kojacy wplyw na zoladek, redukuja zapalenia i goraczke. Zmielone na proszek i wymieszane z miodem sa znanym lekiem na dezynterie.


W mojej kuchni nie brakuje maku, uzywam go bardzo czasto i jesli nie stanowi glownej ingrediencji potrawy to przynajmniej staje sie posypka na moich chlebach. Mak to rowniez czesty skladnik w przepisach na slodkie wypieki i desery, a nawet lody.

Te piekne makowe ciasteczka, zaprezentowne na ponizszych zdjeciach, nosza nazwe Naan-e berenji i sa bliskowschodnia (iranska) wersja ciasteczek mohn z kuchni aszkenazi, normalnie przygotowywanych specjalnie na festiwal Purim (znalazlam je na blogu burekaboy "Is that my bureka" mizrachi-style mohn cookies).


Naan-e berenji

220g masla, miekkiego
60g drobnego cukru
2 jajka
3 lyzeczki wody z kwiatow pomaranczy/wody rozanej/soku z cytryny
2 lyzeczki wody
1 lyzeczka maku niebieskiego lub szarego
1/8 lyzeczki soli
1/2 lyzeczki proszku do pieczenia (zaokraglona)
350g semoliny ryzowej lub maki ryzowej, przesianej

mak

Make przesialam razem z sola i proszkiem do pieczenia. Maslo z cukrem ubilam na puszysta mase, dodalam po jednym jajku, dobrze miksujac za kazdym razem. Wlalam wode i wode aromatyczna, wsypalam pol lyzeczki maku, wszystko zmiksowalam. Nastepnie lyzka wmieszalam make z proszkiem i sola. Powstalo geste ciasto, ktore podzielilam na 35 czesci, z kazdej z robilam kulke. Kolejno obtaczalam je (jedna strona tylko) w maku i ukladalam na wylozonej pergaminem blasze, zostawiajac 2, 5 cm miedzy nimi. Splaszczalam ciasteczka dnem kubka. Pieklam w piecu rozgrzanym do 180C przez 22 minuty (az obrzeza ciasteczek lekko zbrazowialy). Studzilam na kratce, stygnac ciasteczka robia sie coraz bardziej kruche, swietnie sie przechowuja.

Ciasteczka po podzieleniu na porcje, czekaja na desce obsypanej ryzowa semolina. Pozniej obtaczane sa z jednej strony w maku.

Po upieczeniu stygna na kratce.

Sa kruche i pachnace.
Goraco polecam :D

Sunday, 17 January 2010

Cincinowy Weekend Makowy

Aby nie zabraklo nam inspiracji do weekendowego kucharzenia, Krystyna, z forum Cincin,
zorganizowala nam "Spontaniczny" Weekend Makowy. Ochoczo przystalam na propozycje bo torebki z makiem ciagle znajduje to tu, to tam, na polkach spizarni, a zapasy poczynilam jeszcze przed swietami i czas nadszedl aby je wykorzystac w nowych recepturach.


Wlasciwie, korzystajac z nieobecnosci meskiej czesci rodziny, podzielilam prace pomiedzy nas -
dziewczyny i na niedzielny posilki przygotowalysmy: na brunch (tylko dla nas)...absolutnie rewelacyjne placuszki (pancakes) z dodatkiem mieszanki bialego i niebieskiego maku (pochwale sie przepisem wkrotce), na obiad dla calej rodziny kebaby jagniece z bialym makiem (w akomaniamencie pomidorowego ryzu i ogorkowo-sojowej raity), a na deser wczoraj przygotowana rolade makowa z tak pyszym kremem, ze trudno przestac ja jesc. I to jeszcze nie koniec - upieklysmy dwie blachy fantastycznych ciasteczek z ryzowej semoliny i makiem,
oczywiscie.

Rolada z ciastem biszkoptowym z dodatkiem maku i kremem, ktory juz kiedys goraco polecalam mi Margot (zobaczcie tutaj). Autorka przepisu jest inna Cinka Leninka i jej dziekuje za ten wspanialy przepis :D


Rolada makowa z kremem budyniowym z biala czekolada
.
Ciasto biszkoptowe:
120g maku
110g maki
100g cukru
1/2 lyzeczki proszu do pieczenia
4 jajka, oddzielone
1 lyzka likieru pomaranczowego np. Contreau
.
Mak rozgniotlam w mozdzierzu, wymieszalam go z maka, proszkiem. Utarlam zotlka z polowa cukru na puszysta jasna mase. Bialka ubilam na sztywno i dodalam do nich reszte cukru, bez
przerwy ubijajac. Mase bialkowa polaczylam delikatnie z jajeczna i na koniec wspalam make z makiem. Ostroznie przemieszalam wszystko. Mase wylalam na plaska blache wylozona papierem do pieczenia i wstawilam ja do nagrzanego pieca. Pieklam w 200C przez 15 minut. Goracy placek wylozylam na wilgotna sciereczke i zwinalem w rulon (wraz ze sciereczka). Wystudzilam.
Przygotowalam krem z polowy porcji na bazie tego przepisu, wzbogacajac jego smak pomaranczowa skorka kandyzowana i odrobina Contreau.
.
Krem smietanowo-budyniowy z biala czekolada
.
50g bialej czekolady
100ml smietanki kremowej,
100g masla, miekkiego
250ml mleka
1 lyzka maki ziemniaczanej
1 lyzka maki pszennej
2-3 lyzki cukru waniliowego
.
Czekolade rozpuscilam w smietance w bain-marie. Po wystudzeniu wstawilam miske z masa do lodowki. Z mleka i maki i cukru ugotowalam budyn, wystudzilam. Schlodzona smietanke z czekolada ubilam na sztywno. W misce zmiksowalam maslo i stopniowo dodawalam wystudzony budyn. Gdy masa stala sie jednolita, wmieszalam po lyzce ubita mase smietanowo-czekoladowa. Gotowy krem wstawilam do lodowki. Przed uzyciem do kremu dodalam kandyzowana skorke pomaranczowa i odrobine alkoholu.
Rolade rozwinelam i na jej wierzch wylozylam krem, ponownie zwinelam. Zapakowalam w pergamin i wlozylam do lodowki. Na koniec polalam rolade polewa z bialej czekolady:
.
50g bialej czekolady, stopionej
70g miekkiego masla
70g cukru pudru
.
Miekkie maslo ubilam z cukrem pudrem na puszysta mase. Ciagle ubiajajac dodalam czekolade.
Polewa taka swietnie sie przechowuje (do miesiaca) w zamknietym pojemniku w lodowce.

Przepis na ciacha juz w nastepnym poscie...zapraszam :D

Weekendowa Piekarnia #58

Kolejne spotkanie w Weekendowej Piekarni ( za nami juz 58 takich blogowych sesji - dacie wiare?!). Tym razem dowodzi nami Paulina z chlebek.tv i naszym najnowszym zadaniem jest upieczenie kokosowo - czekoladowych buleczek.

Upieklam je wczoraj z mysla o dzisiejszym, niedzielnym sniadaniu. Bardzo nam smakuja - z filizanka kawy lub czekolady szczegolnie, ledwo powstrzymalysmy sie od zjedzenia wszystkich na raz, z czego na pewno nie byliby zadowoleni nasi "chlopcy", ktorzy z wlasnej i nieprzymuszonej woli spedzaja weekend w walijskich gorach.

Wprowadzilam jedynie zmiane do sposobu wykonania buleczek - po podzieleniu ciasta na 18 czesci, zostawilam je pod przykryciem na 20 minut. Nastepnie z kazdej czesci zrobilam niewielki placek i jego wierzch posypalam kawalkami prazonego kokosa i bialej czekolady. Nastepnie zwinelam scislo i zlaczeniem w dol, ulozylam na lekko naoliwionej blasze.
Zostawilam do wyrosniecia na 1 1/2 godziny. Reszta jak w przepsie Pauliny, ktorej bardzo dziekuje za przepis i za prowadzenie WP #58 :D


Bułeczki z czekoladą i kokosem

570 g maki pszennej
25 g świeżych drozdzy
200g mleka
85 g masła

5 łyżeczek cukru
2 jajka
1 łyżeczka soli
wiórki kokosowe
biala czekolada w kawalkach


bialko roztrzepane z lyzka mleka do smarowania

Drożdże wkruszylam do maki, dodalam sol i cukier. Przemieszalam dlonia. Mleko podgrzalam do 88 stopni C i rozpuscilam w nim maslo. Gdy przestygly, do plynow dodalam rowniez jajka. Roztrzepalam lekko i wlalam do miski z maka. Wymieszalam dokladnie, a pozniej wyrobilam gladkie i lsniace ciasto. Zostawialam w naoliwionej misce na 1 1/2 g g. Wyrosniete ciasto podzilialm na 18 czesci, przykrylam i zostawilam na 20 minut. Nastepnie z kazdej czesci zrobilam niewielki placek, posylalam go czekolada i wiorkami, zwinelam scislo. Zlepilam zlaczenia dokaldnie i ulozylam buleczki na naoliwionej blasze. Zostawilam do wyrosniacia na 1 1 /2 g.

Przed wsunieciem blachy do pieca posmarowalam buleczki bialkiem z mlekiem i nacielam ostrymi nozycami. Pieklam ok. 20 minut w 190C. Wystudzialam na kratce.


Pyszne!

Friday, 15 January 2010

Weekendowa Piekarnia po godzinach

Mysle, ze juz glosno o nas, domowych piekarkach, wszedzie. Nasze plany w koncu doczekaly sie realizacji i w srode Weekendowa Piekarnia po godzinach otworzyla swoje blogowe podwoje i jeszcze tego samego dnia ruszyly chlebowe warsztaty.

Zadanie nr 1 - Chleby zwykle I - Pieczywo francuskie

Postaralam sie, aby nasze pierwsze zadanie nie sprawilo nikomu trudnosci i wybralam chleb prosty, ze zwyklego ciasta drozdzowego, bez zaczynow czy autolizy. Chodzilo o to, aby upiec pieczywo, domowym sposobem, z najprostszych skladnikow, bez specjalnych technik czy umiejetnosci. Chcialam pokazac wszystkim, ze nawet takie najzwyklejsze ciasto, da chleb, ktorym bedziemy sie zachwycac i zajadac. Urozmaiceniem procedury bylo podzielenie ciasta na dwie czesci. Z jednej nalezalo upiec chleb tego samego dnia, z drugie dopiero po kilkunastu godzinnej fermentacji w 4C. I znow, chodzilo mi o zaprezentowanie prostego i pewnego sposobu na uszlachetnienie smaku, wygladu i zapachu pieczywa z ciasta zwyklego. Ci, ktorzy maja wypieki za soba, wiedza dokladnie o czym mowie.

Ponizej, bagietki (w sumie 5 sztuk z polowy ciasta) upieczone dnia pierwszego. Chrupiace, dobrze wypieczone, o miekkim wnetrzu, calkiem przyjemnym zapachu. Pieklam je na kamieniu z para.



Nastepnego dnia upieklam okragly bochenek. Ciasto na ten fermentowalo w chlodzie przez 19 godzin i w tym czasie odgazowalam je 2 razy (w pierwszych kilku godzinach). Nastepnie, po wyjeciu z lodowki dochodzilo temperatury pokojowej kolejne 2 godziny. Tego ciasta nie dzielilam, po ociepleniu uksztaltowalam okragly bochenek. Wyrastal w koszu w temperaturze pokojowej przez prawie 2 godziny. Pieklam dokladnie tak samo jak bagietki. Chleb ma bardzo chrupiaca skorke. Wnetrze (sprobuje jutro dodac zdjecie srodka) delikatne, bardzo miekkie, pelne malenkich dziureczek. Pachnie cudownie, wyczuwalny jest delikatny zapach pszenicy charakterystyczny dla maki eko.

Uzylam: *bialej pszennej maki chlebowej Doves Organic, zawartosc bialka 12, 5g, *drozdze piekarskie swieze, *sol Maldon, *woda z kranu, filtrowana, temp. 18C.

Thursday, 14 January 2010

Przepisy niezawodne

Sa takie przepisy w moich zbiorach, do ktorych dosc czesto wracam. I pewnie nie tylko ja - kazdy z nas ma takich "najulubienszych" przynajmniej z tuzin albo dwa. Sa wsrod nich nasze wlasne receptury i te otrzymane od znajomych, sa te "z gazety" i z blogow. Na rewelacyjne ciasto z owocami, na pierogi, na pieczen przepyszna, na chleb, ktory zawsze wychodzi, na salatke, ktora zachwycaja sie niezmiennie nasi goscie.

Czy posiadanie takich "niezawodnych przepisow" powoduje, ze nie szukamy juz niczego nowego, lepszego, ciekawszego? Czy wrecz przeciwnie: wyprobowujemy nowe receptury i ekperymentujemy nieustannie, a te "ostateczne" przepisy istnieja dla nas jako wzor, ideal prawie...

Bez problemu mozna zaliczyc mnie do kategorii tych wiecznie poszukujacych. Chyba nie bylabym soba, gdybym w przepisie czegos nie pozmieniala. I nie ma przepsiow zlych. Sa albo dobre albo takie, ktore trzeba nieco ulepszyc. Dobry przepis zniesie bez mala kazdy "eksperyment".

Sa tez takie przepisy z ktorymi robic nie trzeba nic, zwyczajnie naleza do grupy "receptur doskonalych". Oto jedna z nich - buleczki z mielonym siemieniem lnianym autorstwa naszej globtroterki AgusiH. Jesli ich jeszcze nie piekliscie, to polecam!


Buleczki AgusiH

185g mleka
125g wody
3 łyżki miodu
1 duże jajko
2 łyżki oleju z orzechów laskowych/wloskich lub roztopionego masła
325g mąki pszennej
175g mąki pszennej razowej
80g siemienia lnianego
13g swiezych drozdzy (1 1/3 lyzeczki instant)
10g soli

Siemię lniane miele w mlynku (mozna recznym blenderem rowniez). W miseczce mieszam mleko, wode, miod, jajko i tluszcz. Do duzej miski wsypuje obie maki i zmielone siemie lniane, wkruszam drozdze, mieszam, pozniej wsypuje sol. Plynne wlewam do suchych. Dokladnie polaczone skladniki wykladam z miski na stol i zagniatam przez 10 minut. Kule ciasta umieszczam w misce i wcieplym miejscu zostawiam do fermentacji na 45minut. Ciasto wykladam znow na stol i zagniatam przez 5 minut. Z powrotem wkladam do miski i pozwalam ciastu wyrosnac kolejne 45 minut. Pozniej dziele na 10 czesci (89g) i z kazdej formuje okragla buleczke. Ukladam je na blasze i zostawiam do wrosniecia szczelnie okryte folia na 1 godzine w temp. 23C. Buleczki pieke z para w piecu rozgrzanym do 200C przez 20 minut.



Jak pisze autorka przepisu :"Bułeczki z mielonym siemieniem lnianym. Bardzo zdrowe, mięciutkie i długo utrzymujące świeżość bułeczki. Zmielone siemię nadaje im ciekawy, wyrazisty smak." Nic dodac nic ujac! :D

Tuesday, 12 January 2010

Niespodzianka

Kilka dni temu Ala aka Margot, na swoim blogu, wspomniala, ze szykuje dla wszystkich niespodzianke.
Oto ona. Zapraszamy :D

Sunday, 10 January 2010

Weekendowa Piekarnia #57 po raz drugi

Kolejny wypiek z przepisow wybranych przez Tili. Upieklam ogromny bochenek, ktorego zapach, smak i strukture wzbogaca uprazona maka zytnia. Wnetrze jest bardzo wilgotne, ale nie gliniaste, usiane ogromna iloscia malenkich dziureczek. Cudownie smakuje z maslem.

Raz jeszcze dziekuje Tili za wybor przepisow. Podziekowania rowniez przesylam Danusi, autorce receptury na ten doskonaly chleb :D

Chleb pszenno-żytni z prażoną mąką

Zaczyn zakwasowy:
55 g zakwasu zytniego razowego 150%
110 g mąki żytniej razowej
150 g wody

Składniki wymieszalam i zostawilam 14 godzin w 24C.

Prazona maka:
80 g mąki żytniej
200 g wody

Na rozgrzana suchą patelnię wsypalam zytnia mąkę i prażylam ja, cały czas mieszając do uzyskania lekko brązowego koloru. Przesypalam do miseczki i dolewalam stopniowo letniej wody, energicznie mieszając az powstala brazowa papka. Miseczke zakrylam szczelnie i zostawilam do calkowitego ostygniecia.

Ciasto wlasciwe:
caly zaczyn
cala maczna papka
620g bialej pszennej maki chlebowej
250g wody
17g soli

Zaczyn polaczylam z maczna papka, wlalam wode, wsypalam sol i 220g maki. Wymieszalam dokladnie (ciasto jest bardzo luzne) i zostawilam na 2 1/2 godziny w 22C, szczelnie przykryte folia. Po tym czasie wsypalam pozostala make i wyrobilam (Bertinet, ok. 10 minut) delikatnie luzne lecz sprezyste ciasto. Zostawilam na 20 minut, po czym uksztaltowalam okragly bochenek. Wlozylam go do kosza, zlaczeniem w gore i zostawilam do wyrosniecia na 2 godziny. Pieklam z para na kamieniu w piecu nagrzanym do 250C przez 10 minut, 20 min w 230C i pozostale 15 minut w 210C. Chleb studzilam na kratce, pokroilam nastepnego dnia.


Dzieki prazonej mace zytniej, chleb nabiera ciekawego koloru, pachnie i smakuje przednio. Goraco polecam :D

Friday, 8 January 2010

Weekendowa Piekarnia #57

W 57 Weekendowej Piekarni gospodarzy nam Tilianara ze slicznej Kuchnni Szczescia . Wybrala dla nas wyjatkowo apetyczny zestaw wypiekow - nie zdziwie sie, gdy dolacza do nas takze Ci, ktorzy zwykle tylko podziwiaja nasze piekarskie wyczyny. Jest co prawda w zestawie chleb na zakwasie - jak wiadomo to juz "wyzsza szkola jazdy", ale przepis na delikatnie slodki mleczno-jogurtowy chlebek z dodatkiem wody z kwiatow pomaranczy powinien przypasc do gustu kazdemu.

Od niego wlasnie zaczelam moj piekarski weekend. Do ciasta dodalam szczypte zdziebel szafranu dla koloru, a jogurt byl z nasionami wanilii, co w polaczeniu z cudownym aromatem wody pomaranczowej dalo naprawe rewelacyjna kombinacje smakowo-zapachowa. U Tili znajdziecie oryginalny przepis i szczegoly, ponizej prezentuje moja wersje wersje "brioche".



"Brioche" z jogurtem, wodą pomarańczową i szafranem

350 g mąki pszennej
1 łyżeczka drożdży instant
20 g cukru
1/2 łyżeczki soli

100 ml mleka
20 g masła
50 g jogurtu z wanilia
1 jajko
2 łyżki wody z kwiatów pomarańczy
1 łyżeczka soku z cytryny
szczypta zdziebel szafranu, utluczona w mozdzierzu

Do miski wsypalam make, drozdze, cukier i sol. W rondelku podgrzalam mleko z maslem, gdy sie rozpuscilo zdjelam z ognia i wystudzilam. Dodalam jogurt, jajko, wode z kwiatow pomaranczy, sok z cytryny i utluczony szafran. Dobrze wszystko wymieszalam i przelalam do miski z maka. Po polaczeniu skladnikow, wyjelam ciasto na stol i zagniatalam az stalo sie gladkie i lsniace. Zoastwilam je na 1 godzine, po czym podzielielm na 6 czesci. Z kazdej uksztaltowalam zgrabna kulke i wszytskie 6 umiescilam w blaszce wylozonej papilotem. Zostawilam do wyrosniecia na 50 minut. Wierzch chlebka posmarowalam roztrzepanym jajem z lyzka mleka i wsunelam do pieca rozgrzanego do 180C. Pieklam 25 minut.

Wyrosniete ciasto tuz przed wsunieciem foremki do pieca. Widac gdzie niegdzie ociupinki szfranu...

Polecam goraco wszystkim, a Tili dziekuje za przepisy (chleb na zakwasie upieke jutro) i prowadzenie WP.

Wednesday, 6 January 2010

Zima, koty i domowa piekarnia

Padajacy non stop przez dobe snieg spowodowal calkowity paraliz - ulice mojej i okolicznych wiosek, normalnie tetniace zyciem, byly wczoraj calkowicie puste, zamknieto sklepy, lokalna poczte i szkoly. Zamknieto odcinki drog, zamarla tez komunikacja miejska. Ci, ktorzy musieli stawic sie w pracy, zdecydowali przebyc droge na piechote, zastawiajac za soba samochody przykryte gruba sniegowa czapa. Przestalo padac krotko przed siodma wieczorem i wiedzialam , ze zostalismy odcieci od swiata.

Dzis rano dopiero moglam w pelni ocenic skale odciecia. Do najblizszej glownej drogi, w normalnych warunkach mamy 10 minut zwyklym krokiem, mojemu mezowi dojscie zajelo pol godziny. Autobus do miasta zostal odwolany i nie pozostalo mu nic innego jak wrocic do domu.

Z jego powrotu ucieszyl sie pies, zaraz poszli szalec w sniegu. Pozniej dolaczyly do nich dzieci, ktore z racji zamknietych szkol, maja przedluzone swiateczne wakacje. Nawet nasza koteczka Fifi , jak sie okazalo, lubi snieg i od rana susami przemierza ogrodek, ostroznie ladujac za kazdym razem w uprzednio zrobionej dziurce...



Ja zabralam sie za odsniezanie drozki do domu. Po pol godzinie mialam juz dosc i wrocilam do kuchni zeby nieco odtajac. Upieklam przy okazji tuzin chrupiacych buleczek, ktore cudem udalo mi sie sfotografowac, bo chwilke po tym gdy wyjelam je z pieca wrocila wyglodniala "czworka" i buleczki zniknely...

Przepis wyszperalam na blogu Petry z Chilli und Ciabatta. Odrobine zmienilam sposob przygotowania, dodajac do ciasta ciemnego slodu i wkladajac je na 12 godzin do lodowki. Buleczki sa wysmienite, goraco polecam :D

Buleczki slodowe

1kg bialej pszennej maki chlebowej
600g letniej wody
20g swiezych drozdzy
1 lyzka ciemnego slodu jeczmiennego w proszku (w kolorze jasnego kakao)
150g zaczynu zakwasowego bialego pszennego 100% hydracji
4 lyzeczki soli

Do miski wsypalam cala make i slod, dobrze zamieszalam i zrobilam wglebienie, do ktrego wlalam troche wody, wkruszylam drozdze, wmieszalam odrobine maki. Miske przykrylam sciereczka i zostawilam ja w cieplym miejscu na 15 minut. Gdy drozdze sie ukatywnily, dolalam reszte wody, zaczyn i dokladnie wymieszalam. Wyjelam ciasto na stol i wyrabialam je przez 5 minut, nastepnie dodalam sol i zagniatalam jeszcze przez 5-7 minut, az ciasto stalo sie gladkie, elastyczne i miekkie. Miske wysmarowalam olejem i umiescilam w niej kule ciasta. Zoatawilam szczelnie przykryte folia na 1 1/2 godziny. Po tym czasie ciasto odgazowalam i podzielilam na dwie czesci. Jedna czesc zapakowalam z powrotem do miski i wsunelam do lodowki. Zostawilam na 12 godzin, odgazowujac raz.

Z drugiej czesci zrobilam 12 buleczek. Ulozylam je na naoliwonej blasze i zostawilam do wyrosniecia na 1 godzine. Pieklam z para w piecu rozgrzanym do 250C przez 10 minut, 10 minut w 230. Dopieklalam w 210c przez 5 minut.

Podobnie postapilam z czescia ciasta dojrzewajaca w chlodzie. Przed podzieleniem na czesci, ciasto zostawilam na godzine na kuchnenym stole.

Buleczki maja bardzo, bardzo chrupiaca skorke, na powierzchni ktorej pojawiaja sie juz w piecu dziesiatki malych babelkow (widac je na zdjeciu), wnetrze ma kolor slodowy i jest niezwykle mieciutkie i pachnace.

Monday, 4 January 2010

Zimowe spacery

Kiedy swiat wokol wyglada tak:


Otulamy sie cieplymi szalami, zakladamy welniane czapy i grube rekawice i ruszamy na spacer przez malowniczo osniezone wzgorza i dolinki z rzesko plynacymi rzeczkami.


Nie zapominamy zabrac ze soba psa, ktory uwielbia harce w sniegu i subzerowe temperatury.


Wracamy do domu dopiero wtedy gdy zimno rzeczywiscie da nam sie we znaki. Po powrocie rozpalamy w kominku i rozgrzwamy sie kubkiem goracej herbaty, czesto z dodatkami ;D
I gdy reszta rodzinki w cieple ognia "wykloca" sie przy kolejnej partii "chinczyka", ja w kuchni zagniatam ciasto na chleb, a chleb to wcale "niebylejaki". Pachnie i smakuje tak jakby wszystkie inne chleby swiata wcale nie musialy istniec. Skorka na nim polyskujaca i chrupiaca, a wnetrze tak miekkie i aromatyczne, wlasciwie nic do niego nie trzeba, no, moze odrobine swiezego masla...

Ukrainski

Zaczyn zakwasowy:
190g zakwasu zytniego razowego 150%
220g maki zytniej sredniej (sitkowej)
160g wody

Skladniki wymieszalam dokladnie i zostawilam na 4 godziny w 32C.

Ciasto wlasciwe:
570g zaczynu
300g wody
400g bialej pszennej maki chlebowej
95g maki pszennej razowej
0.5 - 4g drozdzy (opcjonalnie)
12g soli

Zagniotlam luzne i lepkie ciasto (polecam metoda Bertineta). Gdy gluten byl juz dobrze rozwiniety ciasto wlozylam do naoliwionej miski i zostawilam do wyrosniacia na 1 1/2 godziny w 25C.
Podzielilam ciasto na dwie czesci, a nastepnie kazdu kawalek rozlozylam na naoliwionym blacie w cienki prostokat i naoliwionymi ( lub mokrymi) rekoma zwinelam w rulon. Wlozylam do przygotowanych blaszek i zostawilam do wyrosniacia na 60 - 90 minut. W tym czasie rozgrzalm piec do 260C (max moc pieca). Wyrosniete bochenki spryskalam woda i wsunalem do pieca Pieklam 20 min w 260C, 20 minut w 240 i ok 20 minut w 220C. Cieple jeszcze bochenki posmarowalam "cienkim" krochmalem.

Goraco polecam - cudowny chleb na rozpoczecie Nowego Roku!
Przepis znalazlam na stronie Mariany . Moj chleb zrobilam na zaczynie z maki zytniej razowej 150%, co spowodowalo inna hydracje ciasta (moje bylo luzniejsze). Zmienilam tez technike pieczenia (malejaca temperatura) i ciasto podzielilam na dwa bochenki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...