Tutaj nazwaja to
foraging - zbieranie dziko rosnacych owocow, ziol, grzybow, orzechow -zwyczaj stary jak historia ludzkosci. Znow popularny, a zdawal sie byc nieistniejacy, wymarly, podobnie jak
homo erectus. Co naklonilo rzesze, uzaleznionych od supermarketow i zapakowanej w folie, sterylnej zywnosci, do powrotu do dawnych zwyczajow...moze to ten sam powod, ktory naklania cale rodziny do uprawiania warzyw w ogrodach i na dzialkach. Wzgledy etyczne, ekonomiczne, moze zwyczajnie moda...Chce jednak wierzyc, ze to nie tylko moda. Tak czy owak, nasze czeste wycieczki krajoznawczo-relaksujaco-zbierackie zdaja sie swiadczyc, ze przybywa amatorow "dzikiego pozywienia"... jesienia grzybiarzy przemierzajacych wiekowe lasy Albionu, latem grup oblegajacych niezwykle w swej obfitosci pola czarnych jagod i jezyn, wiosna zas, dywany zielonych lisci o intensywnym zapachu, pokrywajace zacienione okolice rzek i strumieni. Zielone dywany utkane sa bialymi kwiatami, wyjatkowej urody, ktore takze wydaja zapach, tak charakterystyczny, ze trudno go pomylic z innym.

Uzbrojna w krotkie nozyce zabieram sie do wycinania lisci. Robie to metodycznie - odcinam wieksza czesc liscia zostawiajac nieco przy dlugiej lodydze - daje to szanse lisiowi znow urosnac, a gdy mam juz pelny kosz, przycinam kilka kwiatowych baldachimow.
Czosnek niedzwiedzi/bears'garlic/ramsons/dziki czosnek (allium ursinum) mozna wlasciwie zbierac juz od marca. Nazwa zwyczajowa - czosnek niedzwiedzi - wiaze sie scisle z faktem, ze ramsons jest przysmakiem niedzwiedzi i to jedna z pierwszych roslin ktore znajduja po przebudzeniu. Ja zaczynam zbierac liscie w kwietniu, a w maju liscie wraz z kwiatami. Wtedy sa najpiekniejsze.

Pare lat temu posadzilam w ogrodzie kilka roslin wyhodowanych z wysianych jesienia nasion (nasiona zebralam po przekwitnieciu kwiatow dziko rosnacego czosnku). Nasiona mozna rowniez siac pod koniec zimy lub wczesna wiosna, ale musza przejsc proces zimnej stratyfikacji (dwa tyg. w lodowce). Zauwazylam jednak, ze te wysiane bezposrednio do gruntu jesienia rosna znacznie lepiej i zadomowiaja sie szybciej. Czosnek moze roprzestrzeniac sie szybko i gdyby okazalo sie, ze jest nieco inwazyjny, najlepiej wykopac rosliny w niepozadanymm miejscu i zrobic jeszcze jedno pesto.
Nasze spozycie dzikiego czosnku wymaga jednak wiekszej ilosci lisci i zwyczajnie, wybierajac sie na spacer zabieram ze soba kosz. Przygotowuje pozniej omlety i risotto z dodatkiem lisci, zupy i gulasze. Przyrzadzam wspomniane pesto z przepisu Alexa Rentona, na ktory natknelam sie w ktoryms z kwietniowych wydan The Times w zeszlym roku, i okraszam nim miske ugotowanego makaronu. Garscia lisci czosnku niedzwiedziego nadzialam kiedys kilka mlodych kurczakow i mielismy wyjkatkowo pyszny Sunday Roast. A ramsonowy chlebek to prawdziwy przysmak mego syna - woli go nawet bardziej od ukochanej margherity. Dodaje rowniez posiekanych lisci do stir-fry. W tym przypadku wlasciwie the sky is the limit.
Po naszej ostatniej wycieczce, z ktorej przytargalam caly kosz lisci i kwiatow, przygotowalam tarte. Postanowilam wyprobowac nowy przepis, ktory znalazlam na jednym z blogow Food Fun. Do tego liscie salaty oczywiscie ozdobione kwiatami dzikiego czosnku i oliwkowy mix...

Tarta z dzikim czosnkiem, chorizo i feta
500g ciasta francuskiego
50g lisci dzikiego czosnku (ok 30 lisci), pociete z grubsza
2 lyzki oliwy z oliwek
240 chorizo do gotowania, pokrojone w mala kostke
3 czerwone cebule, posiekane w gruba kostke
200g owczej fety, pokruszonej
100g mozzarelli, starte na tarce
10-15 koktailowych pomidorow, przepolowionych
mieszanka wloskich ziol
sol pieprz
Rozgrzalam piec do 200C.
Na patelni rozgrzalam oliwe i dodalam kawalki chorizo. Smazylam na srednim ogniu az lekko sie zbrazowily, dodalam wtedy posiekana cebule i smazylam az zmiekla. Zestawilam do przestygniecia.
Na kawalku papieru do pieczenia rozwalkowalam ciasto francuskie na prostokat o wymiarach pasujacych do plaskiej balchy. Ciasto naklulam widelcem zostawiajac 2-2.5cm margines dookola. Ciasto z papierem przelozylam na blache i wsunelam ja do pieca. Ciasto powinno nieco podrosnac i delikatnie zbrazowic.
Wyjelam z pieca, na poprzednio naklutej powierzchni ulozylam liscie czosnku i na to wylozylam usmazone chorizo z cebulka. Nastepnie ulozylam tu i owdzie kawalki pomidorow i calosc posylalam pokruszona feta, starta mozzarella, ziolami, sola i pieprzem. Pieklam az ser sie stopil a feta delikatnie przypalila na brzegach.

Naprawde palce lizac!