Czekalismy, czekalismy i doczekalismy sie. Po raz kolejny (juz czwarty!) spotkalismy sie przy stole pelnym jablkowych smakolykow. Choc za oknem szaro-buro, to przy stole gwarno i radosnie, czasem tylko nostalgicznie i jesiennie nieco. Zanim jednak dokladnie opisze czym sie raczylismy (w osobnym poscie juz jutro), pozwolcie, ze pokrotce napisze o moich kontrybucjach do wspomnianej uczty.
Sniadaniowo byla
owsianka z karmelizowanymi jablkami i
sok ze swiezo wycisnietych Idaredow, prosto z ogrodu. Podjadalismy tez
jablka z serem Pico na zytnim chlebie (
nota bene z musem jablkowym, na ktory pomysl znalazlam u
Gucia na forum Cincin).
Na lunch przygotowalam ekstra salatke - pelna swiezych warzyw i kolorowych jablek (Granny Smith i Idared) z dressingiem na bazie majonezu i gruboziarnistej musztardy, z cydrowym octem do smaku.
Salatka z jablkami i pszenica w cydrowym majonezie
(na podstawie "Beets, Leaves and Limes" Fiony Smith)
180g bulghuru
4 wiosenne cebulki, posiekane
2 lodygi selera naciowego, posiekanego
2 papryki, bez pestek i pokrojone w paski
2 jablka, pokrojone na kawalki
Majonez cydrowy:
2 lzyki musztardy gruboziarnistej
2 lyzki syropu jablkowego lub miodu
4 lzyki octu cydrowgo
4 lyzki majonezu
posiekna zielona pietruszka
czarny pieprz
Bulghur wsypalam do miseczki i zalalam zimna woda, przykrylam i odstawilam na 1 godzine. Ziarenka maja byc al dente. Przelozylam na sito i odcisnelam nadmiar wody.
Do miski wlozylam warzywa, bulghur i jablka. W innej misce polaczylam ze soba skladniki dressingu. Podalam z zielona pietruszka.
Dawno obiecywana zupa, stanowila pozywne danie obiadowe. Powiem krotko - warto bylo na nia czekac. To oczywiscie nie przypadek ze zupa ta pojawia sie na stole wlasnie dzis...oprocz mlodych pasternakow, ktore najlepsze sa wedlug mnie dopiero od konca wrzesnia, sa w niej rowniez swiezo zerwane Bramleys. Slodka i aromatyczna od indyjskich przypraw, w ktorej naturalna slodycz pasternakow zbalansowana jest kwasnymi jablkami.

Aromatyczny krem z pasternakow i jablek
(z Delia's Vegetarian Collection)
700g mlodych pasternakow, obranych i pokrojonych w kostke
1 srednie jablko Bramley (lub inne kwasne, do gotowania), obrane
1 czubata lyzka nasion kolendry
1 czubata lyzka nasion kuminu
6 zielonych karamonow, nasiona tylko
40g masla
1 lyzka oleju z pestek winogron
2 srednie cebule, obrane i posiekane
2 zabki czosnku, zmiazdzone
1 czubata lyzeczka kurkumy
1 czubata lyzeczka imbiru w proszku
1.2 litra wywaru z warzyw
sol, pieprz
Na malej patelni na sucho uprazylam nasiona, gdy zmienily kolor i zaczely intensywne pachniec, zdjelam z ognia, wsypalam je do mozdzierza i utarlam na proszek.
W rondlu roztopilam maslo z olejem i gdy sie spienilo wlozylam cebule, smazylam ok. 5 minut, nastepnie dodalam zmiazdzony czosnek. Mieszajac smazyalm kolejne pare minut. Na koniec wsypalam przyprawy i po krotkim przesmazeniu, wlozylam do garnka pasternaki. Zalalam rosolem i odkryte gotowalam na malenkim ogniu przez 1 godzine.
Gdy pasternaki zmiekkly, zdjelam garnek z ognia i recznym blenderm przetarlam zupe na krem. Doprawilam do smaku. Tuz przed podaniem, obralam jablko ze skorki i starlam na tarce o duzych oczkach wprost do zupy, gotowalam przez 3-4 minuty na wolnym ogniu, po czym rozlalam do ogrzanych misek. Pyszna!
Oczywiscie nie zabraklo deserow. Byly ciasteczka zwane u nas lunchbox cookies. Pieke je dosc czesto, bardzo aromatyczne i malo slodkie wiec jak ulal pasujace do szkolnego lunchboxu.
Ciasteczka jablkowo-jogurtowe
100g maki pszennej razowej zwyklej
75g maki pszennej zwyklej
1 lyzeczka proszku do pieczenia
1 lyzeczka przyprawy do piernika
75g platkow owsianych
75g jasnego muscovado
115g posiekanych karmelizowanych jablek
1 lyzka posiekanych orzechow
150g zwyklego jogurtu
1 lyzeczka naturalnego ektraktu pomaranczowego
3 lyzki oleju slonecznikowego
Piec rozgrzewam do 190C. Blache wykladam papierem do pieczenia. Do miski przesiewam maki z proszkiem i cynamonem. Dodaje cukier, platki, jablka i orzechy. W miseczce ubijam jogurt z olejem i ekstraktem pomaranczowym, po czym wlewam go do macznej mikstury. Mieszam dokladnie, az powstanie dosc zwarta masa. Mokrymi dloniami formuje male kulki, ktore rozplaszczam na placuszki. Ukladam je na blasze i wsuwam do pieca. Pieke ok 20 minut, az delikatnie sie zezloca na brzegach. Studze na kratce.
Mozna je przechowywac w szczelnym sloju do 2 dni lub zamrozic.
Oprocz ciach przygotowalam cos specjalnego, cos co na mojej dluuuuugiej liscie, od dawna czekalo na wykonanie. Chwila nadeszla.... i prezentuje ponizej jablkowe czipsy. Proste w wykonaniu i wyjatkowo pyszne. Pomysl na nie podpatrzylam wieki temu u Marthy Stewart i zapisalam sobie do zrobienia, minely miesiace, a nawet lata. Hm, teraz pewnie zmuszona bede je robic codziennie. Moje dzieci zupelnie oszalaly na ich punkcie ;D
Jablkowe czipsy
kilka jabek pokrojonych na 3mm plasterki
1 szklanka wody
1 szklanka cukru
olej
Piec rozgrzalam do 80C. Z cukru i wody ugotowalam syrop. Wkladalam do niego plasterki jablek (po 5-6) i gotowalam delikatnie przez 20-30 sekund. Lyzka cedzakowa wyjmowalam z syropu prosto na lekko naoliwione blachy. Suszylam jablka przez 3-3 1/2 godziny. Wysmienite!!!
Najlepiej wybrac jablka o skorce czerwonej lub intensywnie zielonej. Martha radzi aby kroic owoce wzdluz, mi podobaja sie jednak takie z "gwiazdka w srodku" (pestki same wypadaja z gniazda nasiennego podczas krojenia).

Natepnym razem do cukrowego syropu dodam rowniez gwiazde anyzu lub kore cynamonowa.
Wszystkie zaprezentowane potrawy goraco polecam. Mam szczera nadzieje, ze dzieki oddanym dzis holdom obrodza nam jablonki rowniez za rok ;D